.

.

środa, 24 lutego 2016

Monster Petite Panic – recenzja

      Są na świecie różni maniacy, którzy śledzą doniesienia o zjawiskach paranormalnych, czytają proroctwa Baby Wangi i oddają się różnym dziwnym badaniom, budząc śmiech u poważnych ludzi. Wszystko dzieje się w strefie tajemnic. Wyobraźcie sobie teraz całkiem odmienną rzeczywistość, w której nadprzyrodzone moce są zjawiskiem powszechnym i stanowią po prostu kolejny z elementów codzienności...






Tytuł: ,,Monster Petite Panic"
Autor: Kanda Neko
Wydawca polski: Dango
Wydawca oryginalny: Nihon Bungeisha
Gatunek: yaoi, komedia, szkolne, nadprzyrodzone
Grupa docelowa: josei
Ilość tomów: 1
Cena okładkowa: 21,90zł






     Gdzieś w mnogości innych wymiarów istnieje sobie świat, w którym każdy człowiek rodzi się z mocą zwaną kago. Powszechnie wiadomo, że ludzie różnią się od siebie i posiadają odmienne umiejętności – niektórzy są mądrzejsi od reszty, jedni biegają szybciej, drudzy wolniej, ktoś dzieli w pamięci do piątego miejsca po przecinku, a ktoś ledwie daje radę policzyć, ile będą go kosztowały zakupy w sklepie. Tak samo jest z kago, które może objawiać się u poszczególnych osobników w rożnym natężeniu. W przypadku przedstawicieli większości populacji moc nie jest zbyt silna i w zasadzie nie ma większego wpływu na codzienne życie, czasem jednak los bywa kapryśny i rodzą się ludzie z bardzo silnym kago. Opanowanie takiej siły nie jest wcale proste, powstają więc specjalne placówki edukacyjne  Myślicie, że Wasza szkoła była straszna? Najwidoczniej nie byliście w tej, do której uczęszczają głowni bohaterowie mangi, inaczej szybko zmienilibyście zdanie. 


      W liceum, w którym zwykła kłótnia może przerodzić się w trzęsienie ziemi połączone z deszczem ognistych strzał, trzeba jakoś zapanować nad uczniami, powołano więc specjalny komitet porządkowy. Dołączył do niego Lauri Asagiri, jeden z nowych uczniów, choć stwierdzenie ,,dołączył" jest w tym przypadku eufemizmem miesiąca – został podstępem mianowany przewodniczącym, ponieważ jego wielka wodna moc zwróciła uwagę senpajów. Teraz sam wciągnął do komitetu kolegę z klasy, obdarzonego ognistym kago Kojiro Suzukiego.

     Asagari z  tajemniczych powodów bardzo upodobał sobie Suzukiego i, mówiąc krótko, ciągle się mu naprzykrza. Para głównych bohaterów jest jak ogień i woda i to nie tylko ze względu na swoje moce. Asagari to gadatliwy lekkoduch, na którego twarzy prawie zawsze maluje się uśmiech, a Kojiro to typowy mruk który nie chce się w nic angażować, ponieważ ma Mroczną Przeszłość. Takie przedstawienie bohaterów nie zachęca, trzeba więc dodać, że Lauri wbrew pozorom nie ma w głowie pierza i potrafi do pewnych spraw podejść poważnie, a Mroczna Przeszłość Koijo okazuje się bardzo uśmiechogenna.

     Jeśli wiecie coś niecoś o mangach boys love, prawdopodobnie podejrzewacie już, jak rozwiną się relacje tych dwóch panów. Wątek romantyczny nie grzeszy oryginalnością, jednak osadzenie akcji w szkole dla nastolatków z mocami powoduje, że po przeczytaniu manga nie ucieknie od razu z naszej pamięci. Jako sympatyczna, komediowa obyczajówka Monster Petite Panic sprawdza się dobrze i widać, że historia ma potencjał, niestety, manga ma ogromną wadę wielkości Morza Kaspijskiego – jest straszliwie krótka. Niedosyt po przeczytaniu jest straszliwy, realia świata nie zostały należycie wyeksponowane, a bohaterowie drugoplanowi nie dostali wystarczająco dużo czasu antenowego, żeby w ogóle ich zarejestrować, a co dopiero zapamiętać. Zawsze miałam coś w sobie z ostu, więc lubię przyczepiać się do różnych rzeczy, w tym przypadku nie podoba mi się, że tak łatwo znajomi Asagariego łykają jego uczucie, ale da się to wytłumaczyć tym, że jest on osobnikiem bardzo specyficznym i w jego kontekście niewiele jest w stanie zdziwić.

Kolorowa strona z naszymi bohaterami w zmienionej formie po uwolnieniu kago.

     Graficznie szału nie ma, nie dostaniemy jakiegoś wyrafinowanego dania, ale tani fast-food to też nie jest. Kreska jest ładna, przyjemna dla oka, postacie można łatwo rozpoznać po wyglądzie. Mangaczka nie należy do grona wyznawców yaoi hands i anatomia bohaterów jest zazwyczaj poprawna. Co ciekawe, całkiem często występują tła, które może nie są szczegółowe, ale ich dyskretna obecność pozwala odpędzić wrażenie, że akcja dzieje się w jakiejś magicznej próżni. Każdy rysownik ma swoje upodobania i zwyczaje, Kanda Neko na przykład wyraźnie lubi rastry. Pojawia się ich naprawdę wiele, są różnorodne i czasem użyte dość odważnie.

     W zeszłym roku w świecie mangowym wydarzył się mały dramat – Taiga, małe, młode wydawnictwo, ogłosiła swój upadek. Na szczęście okazało się, że na naszym rynku pojawił się nowy gracz. Dango, kojarzone do tej pory zwykle ze sklepem z azjatyckimi gadżetami, postanowiło przypomnieć mangowcom, że jest także wydawnictwem. Początkowo nie spotkało się z najcieplejszym przyjęciem, ale znalazły się osoby, które podobnie jak ja, kibicowały kluskom. Kiedy Dango ogłosiło swoją pierwszą nowość, nawet sceptycy musieli przyznać, że powstanie kolejnego mangowydawcy stało się faktem.

     Wiele osób było ciekawych, jaki poziom będzie przedstawiało wydanie pierwszej dangowej mangi. Widać, że kluski publikowały już wcześniej dwa magazyny o tematyce azjatyckiej i całkiem zielone w dziedzinie wydawania nie są. Tomik prezentuje się ładnie, mamy sztywną okładkę ze skrzydełkami, podobną jak u mang Kotori. W środku jest również fajnie, papier w porządku, druk odpowiedni, onomatopeje wyczyszczone i przetłumaczone. Po zobaczeniu przykładowych stron obawiałam się o typesetting, ale efekt końcowy jest zadowalający i czyta się przyjemnie. Niestety, zdarzyły się wpadki, w jednym z przypisów tengu zostały opisane jako niebiańskie psy, a w rzeczywistości są ptasimi demonami. Było trochę problemów z tłumaczeniem, kilka zdań nie brzmi zbyt zręcznie, do tego utracono jedno nawiązanie, ale to w końcu pierwsza tego typu praca tłumaczki.

     Są rzeczy, na które zazwyczaj nie zwracamy uwagi i przechodzimy koło nich obojętnie jak wegetarianin obok wieprzowiny. Czy ktoś zwraca w ogóle uwagę na oznaczenia mang? Chyba tylko mangowa biblioteka, która musi wstawiać tomiki +18 do specjalnej, zamykanej na klucz szafki, żeby nie zdeprawowały nieletnich duszyczek. W przypadku mangi Dango nie sposób nie zauważyć oznaczeń informujących o tym, że mamy do czynienia z mangą yaoi dla dorosłych – są absolutnie urocze. Widzimy dwie kluski, maskotki wydawnictwa, trzymające karteczki z ostrzeżeniami. To dowodzi, że co jak co, ale wydawnictwo ma pomysł i zależy mu na tym, żeby mangi były wydawane na poziomie, a to dobrze wróży na przyszłość. Prenumeratorzy dostali w gratisie urocze notesiki z motywami z MPP, co było ciekawym i nietypowym pomysłem, ile można mieć już przecież zakładek.


     Nie wiem, czy wiecie, ale mam swoją prywatną listę autorek mangi boys love, które powinny pojawić się na naszym rynku, żebym zaznała szczęścia i spokoju. Znalazła się na niej także Kanda Neko, więc zapowiedzenie Monster Petite Panic jej autorstwa wywołało uśmiech na moim myszowym pyszczku. Mangowy debiut Dango wypadł według mnie dobrze – zdarzyły się wpadki, ale wydanie i tak prezentuje się dobrze, do tego dobór tytułu uważam za udany, zawsze znacznie lepiej niż Dia GameMonster Petite Panic jest sympatyczną mangą, niestety, zdecydowanie zbyt krótką. Może kiedyś powstanie jakiś sequel?


W otoczeniu tomów innych wydawnictw.

Szczur Dewon przystawia znak aprobaty.

Moja ocena:
fabuła: 6/10
bohaterowie: 6/10
grafika: 7/10

31 komentarzy:

  1. W sumie cieszyłam się na nowe wydawnictwo i nie byłam nastawiona negatywnie, jak sporo osób, które narzekało na to, że o nie, znowu ktoś niedoświadczony pakuje się w mangi, ale po dostaniu w ręce ich pierwszej wydanej mangi jestem bardzo sceptyczna jednak. Mam nadzieję, że błędy, które zostały popełnione zaowocują na przyszłość i kolejne wydania będą lepsze i bez wybiórczego zostawiania japońskich nazw, a zastępowania innych jakimś nie do końca oddającym znaczenie odpowiednikiem (nazwy mocy ;;). Będę się przyglądać temu, co wydadzą.

    Sama manga jest całkiem przyjemnym czytadłem, które znałam już wcześniej i jak na pierwszy tytuł to całkiem fajny wybór, na pewno o wiele lepszy niż takie "Dia Game" XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to pierwsze tomiki Taigi wspominam gorzej. Straszny tusz, papier średni... Tutaj w zasadzie można się jedynie do tłumaczenia przyczepić, a i tak nie jest źle. (Wszystko lepsze niż Neo Arcadia!)

      Usuń
    2. Ja bym się jednak czepiała jakości laminatu z okładki - bardzo łatwo się rysuje, wiele osób dostało swoje egzemplarze już poniszczone. Mój laminat nie był porysowany, ale sam z siebie zaczął zchodzić po 2 tygodniach. W mangach Yumegari ten złażący z okładki laminat można przykryć obwolutą i udawać, że go nie ma. Tutaj niestety takiej opcji nie mam, dlatego jest bardziej widoczna.

      Usuń
    3. Ja bym się jednak czepiała jakości laminatu z okładki - bardzo łatwo się rysuje, wiele osób dostało swoje egzemplarze już poniszczone. Mój laminat nie był porysowany, ale sam z siebie zaczął zchodzić po 2 tygodniach. W mangach Yumegari ten złażący z okładki laminat można przykryć obwolutą i udawać, że go nie ma. Tutaj niestety takiej opcji nie mam, dlatego jest bardziej widoczna.

      Usuń
    4. W czasie pisania recenzji jeszcze mi nie zaczelo schodzic, ogolnie zbieglo sie to ze schodzacym laminatem z osmego tomu SAO i niszczejaca okladka Zerowej Marii... Dziwne rzeczy.

      Usuń
  2. Ja to czekam na jakąś mangę girls love od Kluska, bo równowaga w mojej kolekcji mangowej musi zostać zachowana. No i aktualnie żadne wydane shoujo-ai mnie nie interesuje.
    Swoją drogą coś czułam, że jakość wydań Dango będzie dobra. Bądź co bądź wierzę w Kluska i ekipę, to naprawdę sympatyczne wydawnictwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapowiadali, że coś liliowego będzie, więc czekamy C: Ale z tego, co wiem, to pojawi się w tym roku pewnie mangopolo boys love, bo widziałam informację na fanpejdżu rysowniczki.

      Usuń
    2. Poszperałam i też znalazłam coś o tym mangopolo. Wygląda sympatycznie. Mam nadzieję, że jakościowo jako komiks będzie prezentować się dobrze. Po EL zraziłam się do polskich komiksów.

      Usuń
    3. W sumie od EL gorsze sa tylko cuda od The Cold Desire. EL ma chociaz jakies rastry, cos sie dzieje. Musze zobaczyc to mangopolo od Hitohai.

      Usuń
  3. Absolutnie nie mam ochoty inwestować w ten tytuł: od pewnego czasu na widok yaoi mnie mdli, a to wygląda tak słodko, że aż za bardzo. ^^
    Też bardzo podoba mi się ten pomysł z kluskowymi ostrzeżeniami - są przeurocze.
    Zachęciłaś mnie recenzją do zakupu, ale i tak sobie daruję jeśli nie znajdę fajnej okazji. Mam nadzieję, że Dango wyda jako drugi inny gatunek i będę mogła ich wspomóc, kupując ich tomik. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak słodko nie jest, a jesli już, to jest taka lekka słodkość jak w Seven Days choćby. Na razie na horyzoncie chyba mangopolo yaoicowe :0

      Usuń
  4. Nie ukrywam, choć nie lubię gatunku yaoi, to jakoś tak... Kupię :) A recenzja tylko mnie utwierdziła w tej myśli ;) Zwłaszcza, że nie można nie wesprzeć wydawnictwa, które może w przyszłości wypuścić kilka ciekawych tytułów^^ :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś nieszczególnie ciągnie mnie do tej mangi, ale może kupię przy jakiejś okazji. Teraz nawet jeszcze bardziej się nad tym zastanawiam. A tymczasem jestem ciekawa, jaka będzie następna manga od Dango. c:
    A więc nawet szczurka (aww, śliczny :3) rozmiłowujesz w BL? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie zapowiada się BL mangopolo, bo autorka wstawiła newsa na fanpejdżu.
      Dwa ciurki chłopaki mieszkają razem i to chyba dośc yaoistyczne... Choć tylko się ładnie przytulają i czyszczą.

      Usuń
  6. Ciekawi mnie skąd wiedza, że tengu to nie "niebiańskie psy", a ptasie demony. Wiem, że wikipedia to żadne źródło, ale polska mówi, że to jednak niebiańskie psy, a anglojęzyczna "heavenly dog". Wyglądają jak człekokształtne ptaki, patrząc po obrazkach, ale nazwa to jedno, a wygląd to drugie. Translator też przetłumaczył krzaki na te psy. Jeśli jest lepsze źródło to chętnie się zapoznam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest roznica. Niebanskie psy to doslowne tlumaczenie nazwy, ale nie jest to to, co sie pod ta nazwa kryje. To jakby upierac sie, ze swinka morska (wiem, teraz kawia) oznacza wodna swinie, a nie sredniej wielkosci gryzonia, bo taka jest nazwa i kropka. Tengu to sa japonskie ptasie demony (polecam ksiazke Agnieszki Kozyry), tylko ich nazwa oznacza co innego, tak jak swinka jest gryzoniem, ale nazwa mowi, ze to prosiak.
      O to mi chodzi.

      Usuń
    2. To rozumiem. Czyli w tomiku z kontekstu wynika, że są to niebiańskie psy?

      Usuń
    3. W tomiku nic nie wynika, tengu sa tylko wspomniane, ale z przypisu mozna wyciagnac tak wniosek :C

      Usuń
  7. Polubiłam mangę od Neko Kandy na tyle, że teraz się będę brała za skanlacje innych tytułów. XD Kreska jest boska i to jest to, co lubię <3
    To co mogę dodać od siebie do tego co powiedziałaś - bo mam bardzo zbliżona opinię po przeczytaniu tego tomiku - to fakt, że manga doskonale wpisała się w to co jest wydawane u nas. Wpadki się każdemu zdarzają, dlatego tych pomniejszych potknięć nie zauważyłam. XD
    Teraz to i mi pasuje zabrać się za recenzję MPP. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Neko Kanda tworzy takie milusie rzeczy, które może nie są arcydziełami, ale czyta się przyjemnie i ładnie wyglądają C: Puchitto Hajiketa było świetne, wręcz troszkę yaoiparodystyczne, no i najlepsza kreacja uke.
      W sumie od wydań Kotori za bardzo nie odbiega, techniczne wręcz jest na poziomie ich lepszych tomików, tylko trochę tłumaczenie podszlifować.
      Wincyj Kandy Neko.

      Usuń
  8. Monster Panic to yaoi?! I ja jeszcze tego nie przeczytałam?! O nie~! i jeszcze ta recenzja, która wszystko pięknie opisuje~! Muszę szybko lecieć kupić ową mangę, dziękuję za zachęcenie i opisanie najważniejszych rzeczy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też masz misję przeczytania wszystkich Bl w Polszy? :D

      Usuń
  9. Dewon jest przeuroczy. Ma jakąś specjalną moc? :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Gdyby tylko wzięli się za inna tematykę.. :V

    OdpowiedzUsuń
  11. Kreska wygląda naprawdę nieźle, ale ja nie znoszę yaoi ;_;

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurcze, te mangowe oznaczenia serio są przeurocze, uśmiecham się na sam ich widok. Niemniej jednak pierwszą mangę od Dango sobie podaruję, zupełnie mnie nie kręci, ale z ciekawością czekam na to, co wydadzą dalej.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak zwykle zachęcająca recenzja, ale mimo że też kibicuję Dango wolę przeczytać to w Internecie XD. Jak yaoi to musi mnie opis jakoś baaardzo porwać :P. Szkoda, że ich kolejna nowość to znowu yaoi, liczyłam że szybciej się od tego oderwą ;).

    OdpowiedzUsuń
  14. W tej całkiem sympatycznej mandze nie mogę znieść tego, że Pan Uczeń Postać Drugoplanowa BAPHOMET, ma rogi - kiedy się denerwuje, zastanawia mnie czy gdyby się podniecił, to dostałby biust i skrzydła...- z rogami spoko, ale hit nad hitami - GWIAZDA DAWIDA na policzku zamiast pentagramu na czole.
    To zabolało.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie powiem,yaoi niezbyt lubię (pierwsza stycznosć to było "Okane ga Nai",tragedia,ale pomińmy ten mroczny epizod w moim życiu...)ale ta manga nawet wpadła mi w oko. Może jak w końcu jakieś pieniążki nie wyrwą się z kieszeni na kolejny mangowy kryminał,horror lub shojo to sobie kupię? Historia wydaje się być ok,a kreska też ładna. Ale kluski z ostrzeżeniami wygrały walkowerem!

    OdpowiedzUsuń