niedziela, 7 lutego 2016

Pasożyt – twój dobrobyt! Parasistence Sana – recenzja

     Każdy w szkole uczył się swego czasu różnych ciekawych rzeczy o pasożytach. Tasiemce, glisty i inne przyjemniaczki. Jeśli mowa o tego typu stworzeniach, to mamy raczej niezbyt przyjemne skojarzenia. Chyba nikomu nie spodobałoby się, gdyby w jego przytulnych wnętrznościach zagnieździł się japoński tasiemiec morski, poczekajcie jednak, bo możecie niedługo zmienić zdanie...





Tytuł: ,,Parasistence Sana"/,,Kisei Kanojo Sana"
Autor: Sunagi Izumo (scenariusz), Soumatou (rysunki)
Wydawca: Kadokawa Shoten
Gatunek: komedia, ecchi, harem, szkolne, romans, sci-fi
Grupa docelowa: shounen
Ilość tomów: 2

     Nastoletni Karato Masukawa prowadzi dość zwyczajne życie, jak to na głównego bohatera ecchi shounena przystało. Jego ojciec jest profesorem biologii, który postawiony przed trudnym wyborem syn vs praca badawcza, wybrał pracę. Rzeczonemu synowi nie dokucza jednak samotność, bo zawsze gdzieś wokół niego kręci się jak satelita kuzynka, która za punkt honoru postawiła sobie dobranie się do majtek chłopaka. Karato zawsze może też zwrócić się do seksownej szkolnej pielęgniarki, która zajmowała się nim jako dzieckiem. 

     Pewnego dnia zegar w kuchni z pełną perfidią postanowił się zatrzymać, przez co nasz bohater prawie spóźnił się do szkoły. Jego kuzynka w dziwnym napadzie histerii wpakowała mu do ust trochę jakiegoś żarcia ze stołu i szybko wywlekła z domu. W domu biologia na stole mogą się jednak znajdować naprawdę dziwne rzeczy, których absolutnie nie należy jeść, wiem coś o tym. Na szalce Petriego, której zawartość znalazła się w żołądku Karato, znajdowała się na przykład jakaś próbka zepsutego mięsa. Jedzenie takich rzeczy nie może ujść bezkarnie, więc chłopak po powrocie ze szkoły dostaje ataku bólu, po czym z jego brzucha wyłazi coś dziwnego. Ma szczęście, że nie z klatki piersiowej, bo narodzin obcego raczej by nie przeżył. Farfocel na podłodze formuje się w piękną, nagą dziewczynę, która informuje Karato, że jest japońskim tasiemcem morskim, który wyewoluował w pasożystencję, czyli pasożyta posiadającego świadomość. Sana, bo tak zwie się nasz tasiemiec, deklaruje, że od tej pory jej pozaustrojowa część będzie bronić swojego żywiciela.

Czy relacje między pasożystencją a jej gospodarzem to pasożytnictwo, czy już bardziej symbioza? ~mysza filozof

     Wyobrażam sobie Wasze miny po przeczytaniu tego akapitu, muszą być naprawdę niezwykłe. Doskonale wiemy o istnieniu zasady 34, która zakłada, że absolutnie wszystko, co istnieje, może zostać przerobione na porno, ale znać teorię to jedno, a znaleźć mangę o powabnym tasiemcu to drugie. Sama idea pasożystencji jest ciekawa i nawet na swój sposób logiczna. W końcu pasożyty nie chcą uśmiercić swojego żywiciela, tylko jak najdłużej go wykorzystywać, więc czynna ochrona swojego gospodarza stałaby w zgodzie z interesami robaka płaskiego. 


     Pan żywiciel karmiciel ma pewnie o wiele ciekawszy układ pokarmowy od nerwowego, bo jego osobowość nie powala. Jest trochę zrzędliwy, ale nie na tyle, żeby stało się to cechą charakterystyczną. Tytułowa pasożystencja jest ciekawszą osobą. Jak dziwna jest ta Ziemia, na której żyjemy, skoro przyszło mi napisać, że tasiemiec jest bardziej interesujący od człowieka! Sana wydaje się być zaskakująco sympatyczna, ale średnio orientuje się w realiach ludzkiego życia, co jest zrozumiałe. Ze wszystkich sił stara się ochronić swojego żywiciela, ale tak naprawdę w głębi swoich członów, no przecież nie serduszka, pragnie akceptacji i przyjaźni, co ciężko pogodzić z byciem pasożytem. Oczywiście nasza Sana musi być naprawdę piękną dziewoją, co jest zastanawiające, bo w końcu tasiemce są obojniakami. Hm. 

     Autorzy wiedzieli, że dzieło musi się przede wszystkim sprzedać, więc Sana nie wystarczy, trzeba jeszcze trochę kobiecych wdzięków dorzucić! Tak dostaliśmy seksowną pielęgniarkę i tajemniczą koleżankę z klasy. Incest jest w modzie, więc kuzynka Karato pożąda go fizycznie i mówi do niego braciszku, sukces komercyjny gwarantowany. Mnie osobiście trochę ta dziewczyna przeraża...

     Koncepcja absurdalna, ale ciekawa, jest jakiś potencjał. Oby nie poszło źle, oby nie poszło źle... Niestety, w przypadku tej mangi wykonanie znów zawiodło. Fabuła jest dość prosta i przewidywalna, do tego jest w niej kilka nielogiczności. Będzie jakaś walka z innymi pasożystencjami, ale w sumie bez szaleństw. Ciekawiej wypada wątek psychologiczny i romansowy, ale jednak na przeszkodzie staje długość mangi. Dwa tomy to zdecydowanie za mało! Będąca pierwowzorem light novel liczy sobie pięć tomów, więc podejrzewam, że w niej poprowadzono to lepiej. 

Czy kiedy pasożytowi spodoba się jego żywiciel, można mówić o syndromie sztokholmskim? ~mysza filozof

     Pewnie słyszeliście kiedyś o Kuro? To manga o małej dziewczynce, która mieszka w wielkiej posiadłości wraz ze swoim niezbyt zwyczajnym kotem. Pozycję wyróżnia ją to, że cała jest rysowana w kolorze i wygląda naprawdę pięknie. No dobrze, ale co ma to wspólnego z pasożystencjami? Autorów. Niestety, widać wyraźnie, że lepiej tworzy im się własne dzieło niż adaptuje light novel, bo Parasistence Sana nie powala na kolana, jeśli chodzi na rysunek. Jest po prostu przeciętnie. Rastry są dobrze ponakładane, postacie można od siebie łatwo odróżnić, a kiedy widzimy kobiece wdzięki, to są one poprawne anatomiczne.

     Bardzo mnie boli, że Soumatou nie wykorzystał okazji i nie narysował jakichś pięknych tasiemców, przecież wręcz wypadało. O nie, trzeba to koniecznie nadrobić! Oto przed Wami galeria pasożytów:

kawaii motylica wątrobowa z tostem w buźce by mysza (ja)
Radosny tasiemiec wannabe inżyniera Ani, która to cierpi obecnie z powodu sesji i pozdrawia wszystkich czytelników znad notatek o diodach.
by mysza (ja)
przebrany za słonecznika Mayuri z Bleacha, który jest tasiemcem by Temus
tasiemiec by sławna Nagishi, która uważa, że tasiemce są niezrozumiane

     Tym razem wyjątkowo zrobię w recenzji coś nietypowego – prześlę szacuneczek dla skanlatorów, którzy naprawdę dobrze poradzili sobie z tłumaczeniem tej mangi, a zwłaszcza nazw własnych i tytułów rozdziałów. Parasistence przetłumaczono cudnie na pasożystencję, zachowując grę słów. Spróbujcie się nie uśmiechnąć, gdy widzie rozdział zatytułowany ,,Pasożyt – twój dobrobyt". 

     Przyznajcie, że drży Wam kokoro na myśl o tym, że piękna dziewczyna mogłaby powiedzieć do Was ,,Będę cię zawsze chronić, mój żywicielu?" i tylko marzycie o tym, żeby w Waszych jelitkach zamieszkał tasiemiec? Nie? Ja marzę o czymś zupełnie innym – by więcej mang wyróżniała również realizacja, a nie tylko koncepcja. 

Moja ocena:
fabuła: 4/10
bohaterowie: 2/10
grafika: 6/10
ogólnie: 4,5/10

23 komentarze:

  1. O kurczę, nie wiedziałam że mój tasiemiec trafi do takiej analizy. Sądziłam, że ma on symbolizować ilość odcinków/rozdziałów, a nie dosłownie tasiemca XD
    Wczoraj przypomniałam sobie o kotomorach, dziś widzę ecchi z tasiemcem. To mogłoby stać na półce obok yaoica o białym wężyku. Z drugiej strony trzeba przyznać, że pomysł ciekawy i oryginalny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię zaskakiwać :D Mam na oku kolejne szalone mangi do tagu ,,lolcontent", ale nie wiem, czy ludzie by to znieśli. W sumie przeżyli topkę najdziwniejszych yaoi, więc gorzej chyba już nie będzie.
      Jeszcze raz dziękuję za tasiemca ^^
      Właściwie ta manga jest nawet sympatyczna, gdyby nie ta straszna siostrokuzynka, naprawdę, ta dziewczyna jest przerażająca.

      Usuń
    2. Kotomory były fajne ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Usuń
    3. Kiedys pojawi sie moze recenzja ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Usuń
  2. Wow! Pomysł jest całkiem przedni :D Dziwi mnie, jak to ludzie potrafią wymyślić takie fajne koncepcje. Czasem też tak mam, ale u mnie zawsze wykonanie jest kiepskie. Dwa tomy jak na tai pomysł, to trochę mało. Wszystkie "fajne", a raczej nietypowe mangi są krótkie, a szkoda.
    Mój tasiemiec taki straszny pośród reszty :_; Mówiłem, nie publikuj!
    Nic nie przebije porno z dwoma trącymi się łososiami. Nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie mam wrażenie, że autorzy czasem rysują takie mangi tylko po to, by zobaczyć, czy mogą. Kto im zabroni. Ciekawi mnie ta light novel, która była pierwowzorem, może u nas wydadzą XD

      Usuń
    2. W sumie mam wrażenie, że autorzy czasem rysują takie mangi tylko po to, by zobaczyć, czy mogą. Kto im zabroni. Ciekawi mnie ta light novel, która była pierwowzorem, może u nas wydadzą XD

      Usuń
  3. Z moją nadwrażliwością na robale i inne pasożyty, pewnie miałabym po tej mandze traumę ;-; Po tej jednej stronie widzę już coś, co rzadko mi się podoba, czyli typowa animu kreska, niby porządna, z za dużymi głowami i okrągłymi oczami bez kącików. No ale co kto lubi. Recenzja przednia, cieszę się, że mogłam pomóc <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nagyszy, chyba przesadzasz z tymi kącikami oczu :D W sumie ta manga nie jest taka zła, wręcz człowiek zaczyna przychylniej patrzeć na tasiemce. No, przynajmniej trochę. Dziękuję za pomoc ^^ Powstała najpiękniejsza galeria ever.

      Usuń
    2. TO był taki przykład, nie mają też zewnętrznych, rozumisz, że takie mocno mangu moe ;-:

      Usuń
  4. O matko. Ale ohyda. Chyba naprawdę muszę ograniczyć mój kontakt z ludźmi z biol-chemu, bo ile można słuchać dziwnych dowcipów, planów handlu organami i opowieści o tasiemcach D:
    Przedziwaczny pomysł na fabułę, doceniam go. Naprawdę doceniam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Handel organami domeną bio-chemu? D:

      Usuń
  5. Nie wiem co sądzić o tej mandze. Chociaż właściwie brzmi ciekawie i może się za nią zabiorę, prawdopodobnie nawet jutro. A tymczasem wracam do rozwiązywania problemów technicznych z grą.
    Swoją drogą fajna recenzja, wincyj myszy filozofa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wo, nawet zjadliwe toto. Myślałam, że będzie o wiele gorzej, ale nawet nawet.

      Usuń
    2. Bo to nie jest zła mangu, wszystko psuje zbyt łatwe rozwiązanie głównego problemu, nie ma to jak niepokonana siła miłości. O, i kuzynkosiostra, bez niej byłoby znacznie lepiej. Widzisz, co przeze mnie musisz czytać!

      Usuń
    3. W sumie wolę czytać takie luźne dość komiksy, przy których można się pośmiać niż to co sama znajduje. Przeczytałam ostatnio Kami no Kodomo. Właściwie intrygujące, ale nie mam pojęcia jak na to trafiłam :'3

      Usuń
  6. Ecchi, więc dla mnie manga jest na wstępie na straconej pozycji (do tej pory wybroniło się jedynie Tasogare, które chyba i tak nie ma aż tyle ecchi, co inne tytuły, oraz Souma, dopóki nie straciłam zainteresowania), a dokładając do tego jeszcze harem... Nie, nie dla mnie. Do tego temat pasożytów niezmiennie kojarzy mi się z "Kiseijuu". <3
    Za to w galerii pasożytów same niezwykłe okazy. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez długi czas też nie przepadałam za ecchi, ale potem odkryłam, że po prostu znałam słabe ecchi. W Prison School fanserwisu jest od groma, jest wręcz celowo przerysowany i karykaturalny, ale nawet dziewczyny, które na widok cycków zamykają oczy, mogą polubić taki tytuł, bo fabuła i relacje między postaciami wynagradzają wszystko. W Sanie cycków i odwłoków dużo nie ma, można spokojnie czytać, bo to chyba podobny poziom co Tasogare.
      Jestem tak dumna z tej galerii :D

      Usuń
  7. Czytałam kiedyś tą mangę, nie była taka zła. xD A Kuzyneczka naprawdę była trochę przerażająca. 0_0 Te rysunki na końcu recenzji najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko ja trafiam na takie tytuły!
      Jestem ogromnie dumna z galerii pasożytów :D

      Usuń
  8. Przeczytam jak tylko będę miała czas. W końcu nie na co dzień widuje się mangi o tasiemcach XD. Tylko dwa tomy na podstawie 5-tomowej novelki ? Hmm ciekawe czy książka się sprzedała :P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie to taka reklamówka książki po prostu.

      Usuń
  9. Jestem pod dużym wrażeniem tego, jakie tematy mogą się trafić w mangach... :D

    OdpowiedzUsuń