poniedziałek, 1 maja 2017

Slow Starter – recenzja

     Obecnie na świecie żyje ponad siedem miliardów ludzi. Czy jesteśmy w ogóle w stanie wyobrazić sobie ogrom tej potwornej liczby? Od początku naszej ery do otwarcia berlińskiego metra upłynął zaledwie jeden miliard minut. Ludzie są niemal wszędzie, miasta liczące ponad milion mieszkańców to nic niezwykłego. Codziennie mijamy setki, a czasem nawet tysiące osób, o których nie wiemy absolutnie nic. Wielu z nas każdego dnia wsiada do autobusu, pociągu czy tramwaju, nie myśląc zupełnie o towarzyszach podróży. Możemy przez pół roku jeździć z tymi samymi osobami do pracy czy szkoły i nie zamienić z nimi ani jednego słowa, bywa też jednak, że ulotne spotkania w środkach transportu mogą solidnie zamieszać nam w życiu.





Tytuł: ,,Slow Starter"
Autor: Kei Ichikawa
Wydawca polski: Dango
Wydawca oryginalny: Libre Shuppan
Gatunek: shounen-ai, komedia, szkolne, romans, okruchy życia
Ilość tomów: 1
Cena okładkowa: 21,90zł





      Przeprowadzki to nic fajnego, zwłaszcza wtedy, gdy jesteś uczniem liceum i przez zmianę miejsca zamieszkania musisz zrezygnować z zajęć w klubie sportowym. Kiyo zawsze miał do szkoły parę minut piechotą, a teraz został skazany na codziennie dojeżdżanie pociągiem i wczesne wstawanie, a przecież nie ma nic gorszego niż zrywanie się z futonu bladym świtem. Tyle dobrego, że chociaż nie trzeba od rana męczyć się w szalonym tłoku, bo linia mało popularna i wagon niemal pusty. Niemal, bo praktycznie codziennie towarzyszem podróży Kiyo jest cichy jasnowłosy chłopak, który wyraźnie nie został stworzony do życia jako ranny ptaszek, ponieważ swoim ziewaniem mógłby połknąć cały pociąg. Pewnie żaden z chłopaków nie zamieniłby z drugim nigdy słowa i ich znajomość skończyłaby się, zanim w ogóle by się na dobre zaczęła, jednak na szczęście któregoś dnia Kiyo przespał przystanek i nieznajomy uratował go przed spóźnieniem się na zajęcia. To na pewno Morfeusz lub jego japoński odpowiednik postanowił pobawić się w swata.