.

.

niedziela, 14 lutego 2016

Dragons Rioting tom 1 – recenzja

      Fani ecchi swego czasu bardzo obrazili się na Waneko, kiedy wydawnictwo zdecydowało się na cenzurowanie Hatsukoi Limited. Nieładnie. Słaba sprzedaż dobitnie pokazała, że droga do serca mangowca wiedzie inną stroną. Wydawnictwo zreflektowało się jednak i zapowiedziało wydanie pełnokrwistego ecchi. O Dragons Riotning niewielu słyszało, ale informacja, że ręce cenzury nie dotkną mangi nawet najmniejszym paluszkiem, spowodowała, że nowość została przyjęta z entuzjazmem. Nasz rynek coraz bardziej zbereźny się staje... 





Tytuł: ,,Dragons Rioting"
Inne tytuły: ,,Dragons Raiden"
Tom: 1
Autor: Watanabe Tsuyoshi
Wydawca polski: Waneko
Wydawca oryginalny: Fujibi Shobo
Gatunek: ecchi, akcja, komedia, harem, szkolne, sztuki walki
Grupa docelowa: shounen
Ilość tomów: 1+ (6+)
Cena okładkowa: 19,99zł





     Każdy wielbiciel ecchi to przyzna – cycki są świetne. Duże, małe, okrągłe, szpiczaste, cycki to radość, fanserwis to życie. Jaka szkoda, że są osoby, które nie mogą się tym cieszyć... Główny bohater naszej mangi, niejaki Rintaro, cierpi na paskudna przypadłość, zwaną zespołem bojaźni okołokobiecych. Kiedy tylko się podnieci, jego serce nie wytrzymuje i nasz biedak może paść. Przez to cale życie musi unikać kontaktu z kobietami, zwłaszcza roznegliżowanymi. W walce z pierwotnymi instynktami ciała pomaga chłopakowi jego ojciec, pan bardzo napakowany, który urządza synowi trening czystości godny ascetycznego mistrza sztuk walki. 

     Rintaro przezornie decyduje się pójść do męskiego liceum, gdzie estrogenów nie uświadczysz, niestety, imperatyw mangowy działa i chłopak trafia prosto do szkoły, w której 99% uczniów posiada dwa chromosomy X. Coś okropnego. Okazuje się, że w tej przedziwnej placówce obowiązuje prawo dżungli i liceum znajduje się w stanie wojny domowej. Trzy frakcje toczą walkę o przywództwo, każdej z grup przewodzi inna ładna dziewczyna, nosząca chlubny tytuł smoka. Jak wiadomo, burak stroni od cebuli, a cebula doń się czuli, więc nasz bohater wpakuje się w sam środek konfliktu, a jedna ze smoków, bardzo hojnie obdarzona przez naturę Ayane, upatrzy sobie Rintaro na swego mistrza. 

     Wielokrotnie pisałam, że każdą absurdalną koncepcję fabularną da się wybronić, wszystko zależy od jej przedstawienia i uzasadnienia. Już na pierwszy rzut oka widać, że szkoła, w której toczą się walki o władzę, normalna nie jest. Widzimy, jak podczas starć zniszczeniu ulegają ściany i inne elementy budynku, panie biegają ubrane bardzo nieskromnie, wymachując bronią, a ich ręce zdobią kastety. Placówki oświatowe niejednokrotnie w mangowej historii zostawały tłem do uczniowskich walk o władzę, jednak na przykład w takim Beelzebubie wyraźnie powiedziane zostało, że szkoła gromadzi najgorszy młodociany element społeczny i jest wręcz poprawczakiem. W Dragons Rioting jest zupełnie odwrotnie, liceum ma rzekomo bardzo wysoki poziom i ciężko się do niego dostać. Dlaczego w tak elitarnej szkole dziewczęta ubierają się jak ladacznice, skoro japońskie szkoły z czołówki rankingów słyną z ostrego regulaminu? Któż to wie. W bardzo znanej ostatnio serii Prison School (recenzja TU) mamy podobne założenie – elitarna szkoła, w której dzieją się dziwne rzeczy – karą za nieprzestrzeganie zasad jest skazanie na pobyt w lokalnym, licealnym więzieniu, jednak tam nie zaburzało to normalnego funkcjonowania placówki i dało się jakoś logicznie uzasadnić. W szkole z naszej smoczej mangi regulaminu zwyczajnie nie ma, logika uciekła, gdzie pieprz rośnie i zimują raki.

A tak wygląda pani nauczycielka.
     Tekst z tyłu okładki obiecuje nam mnóstwo akcji, humoru i cycków. W zasadzie tern opis pasuje do mangi idealnie. Mamy coś na kształt fabuły, na którą składają się walki i rozgromienie Komitetu Moralności Publicznej, w tle rysuje się jakiś poważniejszy konflikt. Nie można powiedzieć, że nic się nie dzieje, ale do oryginalności daleko. Ważne jest, by wyeksponować jak najwięcej ładnych piersi i odwłoków i pokazać trochę spektakularnych walk. 

     Nie da się ukryć, że podejście autora do swojego dzieła jest raczej luźne, a Dragons Riotning to przede wszystkim komedia, której absolutnie brać poważnie nie należy. Postacie i ich zachowania są przerysowane, a nazwy technik i przydomki bohaterów celowo zbyt patetyczne i uroczyste. Rintaro podczas walki niszczy betonowe podłoże, Ayano kruszy ścianę, a przecież supermocy miało nie być. Kiedy przymrużymy oko, mangę czyta się całkiem przyjemnie, jednak czasem, by znieść absurd, należałoby oczy całkowicie zamknąć, a wtedy czytać nie sposób. 

     Charaktery postaci są bardzo proste i wielu bohaterów da się opisać paroma słowami. Ayane to porządna, prostolinijna dziewczyna, która pragnie bronić słabszych i pilnować porządku, jedna z jej popleczniczek, Keiko, lubi jeść i chowa produkty spożywcze między piersi, jej przyjaciółka, Makoto, kocha kąpiele. Rintaro skupia się na zachowaniu czystości i jest świetny w walce, Rino, druga ze smoczyc, wydaje się być typowym chłodnym knujem. Na rozwinięcie charakterów na razie się nie zanosi, ale wszystko przed nami, może autor nas zaskoczy w kolejnych tomach. Najbardziej spodobała mi się trzecia ze smoków, Kyoka, dziewczę o wyglądzie pośrednim między chuliganką a kobietą wyzwoloną. Jest brutalna i wierzy w prawo siły, co niezbyt jej się chwali, jednak czaruje drapieżnym uśmiechem. 

Kyoka w całej okazałości.
     Kreska jest tak typowa dla ecchi, jak Draco Malfoy był typowym Ślizgonem. Postacie rysowane są naprawdę ładnie, ale oczywiście mamy typowe szaleństwa anatomiczne, wielgachne biusty u praktycznie każdej pani i te sprawy. Niestety, wielgachne biusty też trzeba umieć rysować. Znajdzie się wiele piersi, których można pozazdrościć, ale czasem nasze oczy zaatakują jakieś zdeformowane ,,kozie cyce". Podoba mi się sposób rysowania włosów i rastrowanie. Tsuyoshi Watanabe zna się na swojej robocie. Smoki są bardzo urodziwe, zarówno te łuskowate, jak i te cycate. Na uwagę zasługują szczegóły, widzimy na przykład wzorki na paznokciach Kyoki. Tła czasem nawet występują i są całkiem niezłe, tak jak przedstawienie walk, w wyniku których powabne dziewczęta tracą ubrania.

,,Kozi cyc" jak się patrzy!




     Waneko wywiązało się z obietnic i cenzury nie znajdziemy. Ogromnie spodobało mi się tłumaczenie, naturalne i przyjemne, a zwłaszcza takie cuda jak ,,cyckoschowek". Onomatopeje zostały przetłumaczone, co nie zawsze było łatwym zadaniem. Numeracja stron pojawia się dość często jak na Waneko, podejrzana sprawa. Manga ma format powiększony, pewnie, żeby lepiej wyeksponować kobiece atrybuty. W środku dostajemy bardzo ładne cztery kolorowe strony. Niestety, papier jest dość cienki i niektórym osobom może to przeszkadzać, jak dla mnie nie jest źle. Chwali się to, że kadry praktycznie nie zostały poprzycinane, co jest bolączką wielu tomików. 

     Dragons Rioting raczej nie zmusi Waszych mózgów do niezwykle wytężonej pracy. Zawiera dużo kobiecych krągłości, zwłaszcza wielkich biustów. Czysta niezobowiązująca rozrywka, jednak niestety, na niezbyt wysokim poziomie. Jest dużo lepszych tytułów ecchi, które nie obrażą Waszej inteligencji. Może w kolejnych tomach smocza manga wzniesie się nieco wyżej, choć to raczej nielot.

Moja ocena:
fabuła: 5/10
bohaterowie: 3/10
grafika: 7/10
ogólnie: 4,5/10


Tomik do recenzji został wypożyczony z mangowej biblioteki w Bydgoszczy, zapraszamy! Nikt nie ma tylu mang :D


27 komentarzy:

  1. Tytuł raczej nie dla mnie , wątpię, czy kiedykolwiek przeczytam XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio dotarło do mnie, że czytam dużo tytułów nie w moim guście XD

      Usuń
  2. Trochę to przykre, że chłopak zobaczy kawałek cycka lub pośladka i już dostaje zawału. Zastanawiałam się, czy mangacy wymyślający takie rzeczy mieli kiedyś dziewczynę, czy żyją tylko jakimiś dziwnymi wyobrażeniami o nich? Bo serio, który dorosły facet z miejsca podnieca się widząc półnagą kobietę? Wychodzenia na basen czy plażę musi być dla nich katorgą.
    Ecchi to zdecydowanie nie jest mój gatunek, głównie przez durnych męskich bohaterów i ilość wulgarnego fanserwisu.
    Serio, ecchi rysowane przez babki zdecydowanie bardziej mi się podoba.
    Fajnie, że w bibliotekach pojawiają się mangi. Ja co prawda nie korzystam, bo wolę sama kupić interesujące mnie tytuły, ale miło że są inni myślący o ludziach, których nie stać na kupowanie mang :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie dziwi ta łatwość podniecania się, a zwłaszcza to, że pierwsze ataki zaczęły się, kiedy bohater był dzieckiem. Ogólnie ta choroba jest wariackim pomysłem, bo co z choćby nocnymi wzwodami, które są biologicznie naturalne? Ale czego ja wymagam od głupkowatego ecchi!
      Fanserwis zniosę bez problemu, przyznam, że nawet go lubię, ale fakt, zwykle głowni bohaterowie są okropnie zbudowani. Czemu nie ma więcej takich mang jak Prison School?! Nie znam lepszego ecchi.
      To specjalna biblioteka mangowa, są w niej tylko mangi i okołojapońskie rzeczy. Działa dzięki dobrej woli tworzących ją osób ;D

      Usuń
  3. O!
    Dorwaliśmy się z kumplami do tego cuda podczas jednej z posiadów w Poznańskiej Yatcie. Pękaliśmy ze śmiechu czytając kretyńskie onomatopeje ("mokro") i przyglądając, jak co rusz bohaterkom zmieniają się rysy twarzy oraz rozmiary walorów. Ciekawiło nas też w sumie jak rozciągliwe muszą mieć szkielety, bo momentami ich ciała przybierały takie pozy, że bliżej im było do jakichś dziwacznych ksenomorfów, aniżeli ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zupełnie jak my podczas spotkania mangowej biblioteki, tylko nas załamywała głownie fabuła :D

      Usuń
  4. Te cycki są straszne... Gdyby były normalnie narysowane, ale te wyglądają jak chamskie silikony :__;

    Biedny główny bohater, w sumie niby trochę ksiądz. To musiało się nie udać, jak on w ogóle żyje w takiej szkole? D: Oczy ma zamknięte, czy jak?

    W Beelzebubie to dopiero akcja była! Czemu tak mało fajnych mangów ;_; Aż zniszczyli szkołę :D Tak, zniszczyli i to dwa razy! To jest coś, a nie tam zdzieranie ubrania w walce. I tam hilda chyab tylko miała cycki.
    Biblioteka genialna, mają dużo mangów, byłem i polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo autor cyckow nie widzial, wiec rysuje, jak mu sie wydaje.
      No jakos daje rade. Ale lol, z tej mangi wynika, ze sam widok cyckow powoduje, ze chlopakowi staje. Wtf.

      Usuń
  5. Wciąż czekam aż wydadzą w Polsce dobre ecchi. Albo ,,spełniające mojego wymagania", bo jeszcze się fani Highschool DxD obrażą. Ta, pewnie się nie doczekam. That's life.
    Ja do Bydgoszczy mam daleko, niestety. Trochę szkoda, bo u mnie takich atrakcji nie ma. W sumie czego ja oczekuję od Jeleniej Góry, tu niczego nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje wymagania spelniaja Potworzyce, ale ta cena jest zbyt wysoka.
      Masz blisko na konwenty! No, blizej niz my.

      Usuń
    2. Szkoda, że na konwenty nie mam z kim i z czym jeździć, bo jest kilka na które bym się wybrała.

      Swoją drogą nie wiem czy dostałaś powiadomienie z bloggera, ale zmieniłam adres bloga (i tytuł tyż), także łapaj:
      http://cheshire-night.blogspot.com/

      Usuń
    3. Ja mam taki problem, że za bardzo nie mam za co - wolę sobie nakupic mangu ;D
      Lapam!

      Usuń
  6. Mangowa biblioteka? Czemu do Bydgoszczy tak daleko? ;_;
    Chętnie przeczytałabym ten tytuł, tak samo jak większość ecchi na naszym rynku, ale inwestować w niego nie zamierzam. Serią z tego gatunku którą lubię jest właśnie tak okrutnie skrzywdzone Hatsukoi Limited i dziwię się, że mimo tej cenzury miało tak słabą sprzedaż. Toż to jedna z przyjemniejszych serii z jaką miałam do czynienia!
    Dziwią mnie zawsze cycki w ecchi i ich postrzeganie przez autorów. Shion i Mion z Higurashi mają miseczki B jak nas uświadomił autor w drugim tomie (wydanie Waneko). Troszkę śmiechłam: przecież te cyce im się przez kadry wylewają. :D
    Z kolei we wcześniej wspomnianym Hatsukoi jedna dziewczyna miała gruuubo powyżej D, a wyglądało to całkiem zwyczajnie. W ecchi autorzy lubią przechodzić ze skrajności w skrajność i mogłabym pisać o tym jeszcze długo. Może się skuszę na notkę o cyckach, haha. :D
    Dla mnie dobre ecchi to na przykład Spice&Wolf. Dlaczego dla facetów piersi muszą wyglądać jak wymiona krowy, żeby było to podniecające? W żadnej innej mandze nie widziałam tak ładnie narysowanych, skomponowanych i pociągających piersi jak właśnie w tej. A nasza wilczyca wcale ich wielkich nie miała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ^ Odeszłam trochę od tematu, więc jeszcze dwa słowa o samym Dragons Rioting.
      Strasznie odrzuca mnie to, że:
      1) Bohater choruje na taką a nie inną chorobę;
      2) Dziewczyny w tej szkole latają w negliżu (ale nauczycielki w tej mandze by chociaż poszanowali... nie potrafię ścierpieć takiego typu psorek w mangach/anime);
      3) Każda z dziewcząt mogłaby sobie przerzucić piersi przez ramię;
      4) Nikt nie wpadł na to, żeby chłopaka wypisać z tej szkoły;
      5) Sam jest w tej szkole chłopakiem jak mniemam. Skoro miał trafić do męskiej szkoły to co on tam do jasnej ciasnej robi? + oczywiście nikt tego w przyszłości nie sprostuje, niech się chłopak męczy. :D
      6) Czemu on jeszcze nie wykitował? Serio pytam...

      W sumie tyle. Co nie zmienia faktu, że dalej bym to z ciekawości przeczytała; być może w trakcie lektury nie wygląda to tak źle. ^^

      Usuń
    2. Wild Rocka masz? A może by tak notka o tym tytule? :D

      Usuń
    3. Hihi, wreszcie to nie ja narzekam, ze gdzies do mang daleko.
      Bo cycykj z miseczka D wygladaja zwyczajnie ;_; Ciagle pokutuje stereotyp, ze DD to wielgachny biust, a tak naprawde przy duzej kobiecie calkiem to ginie. S&W to ecchi? D: Sa rozne fetysze, mangi ecchi z malymi cyckami tez sie znajda. W DxD bylo kilka rodzajow biustow, od wyboru, do koloru.
      Bohater chce sie przepisac

      Usuń
    4. do innej szkoły, ale ciągle na drodze jakieś biusty mu wyskakują i nie może dojśc do sekretariatu. Idiotyczne tłumaczenie -_-
      Ta szkoła jest koedukacyjna, ale dopiero od niedawna – poszło tam tylko paru chłopaków.
      Nie wykitował dzięki wspaniałej mocy samokontroli!
      Wild Rock jest biblioteczny. Problem z nim jest taki, że jest całkiem nijaki i nawet obśmiać się nie da dobrze.

      Usuń
  7. Mangowe cycki :-D ano tak, chu... samopoczucie.

    OdpowiedzUsuń
  8. No cóż zdecydowanie nie dla mnie, ale dobrze przynajmniej wiedzieć, że manga sama w sobie też nie powala.
    Aach, mangowa biblioteka to musi być świetna sprawa. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mangowa biblioteka to prześwietna sprawa, nic nie pobije widoku 1700 mang w jednym miejscu.

      Usuń
    2. *o* Chcę coś takiego zobaczyć... ;__;

      Usuń
  9. Tytuł zdecydowanie nie dla mnie, nie skuszę się na to :/
    Świetny blog :) Cieszę się, że znajduję coraz więcej takich stron^^ :D Masz bardzo ładnego awatara <3 <3 Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Widzę, że Waneko średnio trafiło z wyborem Ecchi. Jeśli ja miałabym kupić/przeczytać coś z tego gatunku to klimat Hatsukoi Limited (już nawet z tą cenzurą) byłby idealnym. Jeden chłopak w dodatku z jakąś dziwną chorobą -,- plus zgraja cycatych lasek i słabą fabułą to straszne połączenie. Zdecydowanie nie dla mnie :/.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prison School, tylko Prison School ^^

      Usuń
  11. Ta manga jest tak bardzo nie w moim guście, z ecchi kupiłabym tylko Prison School.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O własnie, takiego ecchi nam brakuje.

      Usuń
  12. Gust na pewno nie mój. Raczej nie sięgnę. Pewnie mój boy by się bardziej tym zainteresował :)

    OdpowiedzUsuń