.

.

niedziela, 26 marca 2017

Granica twojej miłości – recenzja

     Nie można wyrzucić kogoś ze swojej pamięci, jak to pięknie opisał kiedyś Mickiewicz. Zostawienie za sobą dawnych miłości często jest zwyczajnie niemożliwe, obraz osoby, która kiedyś nas odrzuciła, może niczym widmo iść za nami przez całe dalsze życie i nawiedzać kolejne związki. A wiecie, troje to już tłum...






Tytuł: ,,Granica twojej miłości"
Tytuł oryginalny: ,,Kimi Koi Limit"
Autor: Moto Momono
Wydawca polski: Dango
Wydawca oryginalny: Ichijinsha
Gatunek: yuri, dramat, okruchy życia, romans 
Ilość tomów: 1
Cena okładkowa: 23,90zł




     Sono od dawna była zakochana w koleżance z klasy i kiedy ceremonia zakończenia szkoły zaczęła zbliżać się wielkimi krokami, dziewczyna stwierdziła, że nie może zmarnować szansy i w końcu wyznała Sato swoje uczucia. Niestety, nie została potraktowana na poważnie i krótko mówiąc, dostała kosza. Czas nauki w liceum bezpowrotnie minął, a drogi dawnych przyjaciółek rozeszły się – Sato zaczęła studia na prestiżowym uniwersytecie, a Sono... Cóż, sytuacja Sono trochę się skomplikowała. Złamane serce nie dawało spokoju, więc w końcu wyjechała do Tokio w pogoni za ukochaną, jednak skończyło się na tym, że została utrzymanką spotkanej w homo barze dziewczyny. Teraz tylko zaangażować się w nowy związek i pookładać sobie na nowo życie! Gdyby tylko wszystko było prostsze, a wspomnienia dałoby się wymazywać mentalną gumką... 

     Nie oszukujmy się – trójkąt romantyczny to motyw stary jak sama ludzkość, ale chyba nigdy nie znudzi się twórcom i czytelnikom. Granica twojej miłości opiera się na dość prostym schemacie, jednak ani przez chwilę autorka nie stara się udawać, że jest inaczej i komplikować fabuły na siłę. Fe, brak oryginalności, patykiem nie tykać? Otóż nie. Pamiętajmy, że nawet najbardziej oklepany motyw da się przedstawić w całkiem interesujący sposób. Tytuł mangi jest niezwykle trafny – to nie kolejna naiwna historia z uroczymi nastolatkami, ale też nie opowieść o dzielnych niewiastach, które mierzą się z przeciwnościami losu i wszelakimi dramatami, to właśnie coś z pogranicza obu tych popularnych w gatunku girls love nurtów. Zdecydowanie nie jest to pozycja dla osób szukających przyjemnej i łatwej rozrywki, lecz z drugiej strony nie zostawia czytelnika z bólem serca i udręczoną duszą. Na pierwszym planie znajdują się oczywiście wątki psychologiczne i miłosne rozterki bohaterek, ale znajdzie się kilka lżejszych momentów, które w kluczowych momentach uchronią mangę przed zbytnim dramatyzmem. Elementy Komiczne z Sono, kartonami i bezdomnym mogą nie przypaść każdemu do gustu, ale jednak pełnią konkretną rolę. Mangę czyta się z prędkością biegnącego myszoskoczka (tj. błyskawicznie), w końcu cała historia zawiera się w jednym cieniutkim tomiku. Niecałe sto pięćdziesiąt stron to jednak trochę za mało, żeby odpowiednio przedstawić całą fabułę, dlatego często podczas lektury miałam wrażenie, że wszystko dzieje się po prostu za szybko i tracą na tym głównie bohaterki.


     O tak, bohaterki. Dziewczęta nie powalają na kolana oryginalnością charakterów, ale mimo to często budzą w czytelnikach gwałtowne emocje. Bardzo wiele osób irytuje Sono, głównie za sprawą swojej niedojrzałości i życiowej bezradności. Całkowicie inaczej postrzegam główną bohaterkę. Nie da się zaprzeczyć, że Sono jest dziecinna i pasożytuje na Hiroko niczym huba, ale jest świadoma swoich wad i stara się cokolwiek ze sobą zrobić. Sono jest lekkoduchem, szczera i nawina, nie może nic poradzić na to, że nadal kocha Sato, nawet jeśli to uczucie bardzo niedojrzałe. Zachowuje się trochę jak zwierzątko domowe, które wegetuje sobie w mieszkaniu na pożywce z mang i jedzonka, ale nadchodzi czas, kiedy postanawia zmierzyć się z dorosłym życiem, zastanawia się nad sobą, rozwija. 

     Hiroko traci cierpliwość do swojego zwierzątka, które nadal podczas miłosnych uniesień myli ją z dawną ukochaną, i wyrzuca Sono z domu, ale nie może tak łatwo wyrzucić jej ze swojego serca. Staje do walki o swój związek i wspólną codzienność, czasem posuwa się do niezbyt czystych zagrywek, żeby zatrzymać Sono dla siebie, ale cały czas podświadomie czuje, że jej wysiłki z góry skazane są na porażkę, dlatego trudno jej nie współczuć. Gorzej prezentuje się Sato, ta słynna twarz, która tysiąc okrętów wysłała w morze. Dziewczyna jawi się nam jako stworzenie wręcz perfekcyjne, dobra uczennica, dojrzała, piękna... A przynajmniej tak postrzega ją Sono swoimi zakochanymi oczyma. Nie da się ukryć, że Sato zareagowała chyba w możliwie najgorszy sposób na wyznanie przyjaciółki – nawet jawne okazanie obrzydzenia i zerwanie znajomości byłoby chyba lepsze niż całkowite zignorowanie sprawy i trzymanie Sono we wiecznym stanie zawieszenia dla własnej wygody. Oczywiście, Sato była zdezorientowana i zaskoczona, ale potem przez długi czas podtrzymywała iluzję, że przecież nic się nie wydarzyło, i ignorowała sygnały wysyłane przez Sono. Można zrozumieć takie zachowanie, Sato ogólnie jest dość oderwana od rzeczywistości i żyje w swoim specyficznym świecie, ale ciężko mi wzbudzić w sobie sympatię do tej dziewczyny. 


     Na uwagę zasługuje fakt, że bohaterki są świadome swojej seksualności i pełni ona istotną rolę w ich życiu, pod tym względem zarówno Sono jak i Hiroko są dojrzałymi kobietami, które już nie oblewają się dziewiczym rumieńcem przy jakiejś erotycznej aluzji. Granica twojej miłości staje się dzięki temu pełnoprawnym yuri, a scen zbliżeń jest dokładnie tyle, ile powinno być. Bohaterki są zaledwie trzy, ale mimo to mam wrażenie, że nadal dowiedzieliśmy się o nich za mało i trochę większa ilość tomów zdecydowanie wyszłaby mandze na dobre. Problemem jest też zwieńczenie historii, dość nierealistyczne i jakby wymuszone, za krótka droga prowadziła do takiego zakończenia, przez co jest ono niezbyt satysfakcjonujące.


     Mangi obyczajowe nie potrzebują powalającej na kolana kreski, która olśniewa mocą szczegółów i wspaniałością, choć oczywiście miło, kiedy jest czym pocieszyć oczy. Niestety, w Granicy twojej miłości nie uświadczymy fajerwerków graficznych, chociaż kreska jest bardzo przyjemna. W mandze dominuje prostota, ale nie można powiedzieć, że mamy do czynienia z czymś robionym na szybko lub prymitywnym. Często pojawiają się tła, a bohaterki mają w szafach więcej niż jedno ubranie. Spodobało mi się, że styl postaci oddaje jej charakter – Sono preferuje rzeczy urocze i dość ekstrawaganckie, Hiroko nosi się jak chłopczyca, a Sato zazwyczaj wybiera proste i eleganckie stroje.

     W Polsce z mangami o liliowej miłości mamy pewien problem – fandom jest dość podzielony, dlatego wydawnictwa nieśmiało próbują swoich sił i starają się wybadać grunt. Tym razem zaryzykowało Dango, jedno najmłodszych wydawnictw na naszym rynku. Format Granicy twojej miłości jest większy od ich standardowego, co rekompensuje niewielką objętość tomiku. Okładka jest lakierowana, w przypadku mang pozbawionych obwoluty to dobre rozwiązanie. Dostaliśmy kolorową kartkę na tym najlepszym papierze, nie za cienkim, nie za grubym, a na końcu dodatek do głównej historii. Tłumaczenie jest na odpowiednim poziomie i mangę czyta się przyjemnie, ale znalazła się jedna strona, która wywołała u mnie ból mysiego ogonka i nie mogłam rozstrzygnąć, o co tam w ogóle chodzi. Po zapoznaniu się z różnymi skanami okazało się, że to chyba autorka coś namieszała, bo wszędzie pojawiają się podobne problemy. Tekst na jednym ze skrzydełek też nie brzmi za dobrze, ale podobno w oryginale był jeszcze bardziej koślawy. Onomatopeje w tomiku zostały ładnie wyczyszczone i przetłumaczone, ale pojawił się mały zgrzyt z czcionką w dymkach – literki są trochę za małe i spokojnie mogłyby być większe, to ułatwiłoby czytane. Kilka stron jest też za blisko grzbietu tomiku, przez co trzeba rozginać mangę, żeby przeczytać tekst lub zobaczyć fragment rysunku, a czasami nawet i tak się nie da, bo za bardzo ucięte (128 strona). Nie licząc tych dwóch wad, wydanie prezentuje się bardzo ładnie, no i sama okładka jest wielkiej urody.

Pocztówka. Zdjęcie zrypane, bo światło i program się zbuntował ;_;
     Przeczytałam w życiu już trochę mang, ale Granica twojej miłości w jakiś przedziwny sposób zapadła mi w pamięć i zdziwiłam się, że będę mogła postawić tomik w ojczystym języku na półce. Nie jest to jedna z najlepszych historii o miłości damsko-damskiej, ale zdecydowanie ma swoje zalety i powinna przypaść do gustu wielbicielom rozterek sercowych i psychologicznych okruchów życia. 

Moja ocena:
fabuła: 5,5/10
bohaterowie: 7/10
grafika: 7,5/10
ogólnie: 7/10



21 komentarzy:

  1. Mimo iż nigdy nie czytałam yuri i nie jestem szczególnie zainteresowana, to fajnie, że jest taka różnorodność wśród mang :) Kiedyś nie było tyle yuri czy chociażby yaoi na naszym rynku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie yuri nadal nie ma na rynku za duzo, ale fakt, W OGOLE sie pojawia ;)

      Usuń
  2. Znam 2 kumpli którzy lubią tytuły kategorii Yuri (nie ze ja nie), ale serio rozklejam się na "okruchach życia".
    Ciesze się że dajesz tak przyjemne w odbiorze recenzje, zawsze dzięki nim mam chwile dobrej zabawy czytając je.

    Dziękuje
    Krzysztof

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że komuś poprawiają humor te moje teksciki :)
      Przepadam za okruchami zycia, a jeszcze jak troche realizmu magicznego dodac, to jest idealne.

      Usuń
    2. Na osłodę Poniedziałku są idealne.
      Mi zostało tak naprawdę do Czerwca-Lipca koniec studiów i obrona pracy to wreszcie będę mógł zrobić coś więcej niż raz na miesiąc coś napisać i dać zdjęcia paczek.
      A jak pogoda i pieniądze pozwolą to nawet i pokój "hobbystyczny" wyremontuje

      Usuń
    3. A ja dopiero zaczynam studiowanie :( Caly bol przede mna.

      Usuń
    4. Łączymy się w bólu

      Usuń
  3. Jak takie to dobre,że aż Mysza poleca to może się skuszę...
    Pamiętam,że kiedyś planowałam to kupić... I planowałam... I jeszcze trochę planowałam... No i nie wyszło :( Teraz jednak wezmę się w garść (czytać - okradnę rodzinę z paru piątaków) i zakupię tą mangę... Zresztą z yuri to mam tylko "Girl Friends" na półce i tak trochę smutno,że są tak samotne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady, to nie jest jakas super manga :D Ale jednak ma sporo zalet.
      Polecam jeszcze mange od Waneko pod tytulem Kwiat i Gwiazda - bardzo przyjemne, lekkie shoujo ai.

      Usuń
    2. Chodziło mi raczej o to,że jakieś yuri na poziomie...

      Uwierzysz,że ani razu w mojej,szczecińskiej Yattcie nie było Kwiatu i Gwiazdy? To jest spisek przeciw yuristkom! Ktoś chce je podstępem przerzucić tylko na yaoi ;D

      Usuń
    3. Yatta :D Polecam kupować mangi w innych miejscach.

      Usuń
  4. "Pasożytuje jak huba" - nie wiem czemu, ale strasznie mi się to porównanie podoba <3
    Jak to przyjemnie spojrzeć na to zdjęcie półeczki i pomyśleć sobie, że od Dango to wszystko mam, i to też, o, i to... Trochę mniej przyjemnie, kiedy potem sobie przypominam, że część z tego to już mam od miesięcy i nadal nie tknęłam xD
    Granicę... co prawda mam dopiero od mniej więcej dwóch tygodni, ale też Valarowie wiedzą, kiedy w końcu przeczytam. Chociaż zachęciłaś i uspokoiłaś mnie tą recenzją, czytałam różne opinie i już się bałam, czy to aby nie będzie jakiś straszny szajs. Jedno, co mi się na oko nie podoba, to ten format, wolałabym taki standardowy jak w pozostałych kluskowych mangach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że myślałam długo nad tym porównaniem, bo z jednej strony huba to określenie potoczne i trochę nie przystoi, ale z drugiej jeśli walnęłabym jakąś specjalistyczną nazwą grzyba pasożytniczego, to tekst stałby się mniej przejrzysty XD Nie wiem, czy to zauważyłaś, ale staram się w swoich tekstach dość często zamieszczać różne przyrodnicze i mysie nawiązania c:
      U mnie na półeczce brakuje Monster Petite Panic, bo swój egzemplarz udostępniłam mangowej bibliotece, muszę kupić kiedyś drugi, jak będzie pinionc XD
      Mam książki, których nie tknęłam od dwóch lat, jak ja dobrze rozumiem ten problem :D
      Czytałam takie opinie o Granicy, że w pewnej chwili nie wiedziałam już, czy ja i autorka czytałyśmy aby na pewno tę samą mangę, tak ją ludzie przedstawiali.
      Ja to mam nadzieję, że będą częściej lakierować okładki :<

      Usuń
    2. Mysie oczywiście, że zauważyłam, i parę razy myszoskoczkowe, też fajne :D

      Usuń
  5. "obraz osoby, która kiedyś nas odrzuciła, może niczym widmo iść za nami przez całe dalsze życie i nawiedzać kolejne związki" - w ten sposób zmarnował sobie życie główny bohater "5cm na sekundę":/.

    Ale do rzeczy. Recenzja solidna, jak zawsze. "Granicę" bardzo polubiłam, chętnie będę wracać do tej historii. Bohaterek można początkowo nie lubić jednak robią one coś, co nie zawsze ma miejsce w tego typu historiach. Mianowicie, dostrzegają swoje błędy i próbują je naprawić. Sono w końcu zdaje sobie sprawę z tego, że jest dziecinna i za bardzo polega na innych. Postanawia działać, znajduje pracę i uczy się "dorosłego życia". Sato też (późno bo późno ale jednak) przyznaje, że trzymanie Sono w stanie niepewności było dla niej wygodne. Wie, że to nie w porządku i decyduje się wykonać jakiś krok.

    W sumie najgorzej na tym wszystkim wyszła biedna Hiroko:/. I to jej było mi najbardziej żal. Owszem, była nieco zaborcza ale można ją zrozumieć. "W miłości i na wojnie...";).

    Ja z kolei nie uważam zakończenia za wymuszone. Wiesz, jak lubię jednotomówki, a one rządzą się swoimi prawami :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie przypominaj mi tej mangi, tak fajnie zaczynała, a potem weszła w typową ckliwość :<
      O ile w przypadku Sono taka zmiana podstępowania jest w miarę naturalna i mogę ją łatwo przełknąć, to u Sato jakoś tak za bardzo znienacka to poszło, za wielka zmiana, za szybko.
      Oj tak, żal było Hiroko :< Zawsze ktoś niestety musi zostać na lodzie w tego typu mangach.
      Też lubię jednotomówki, ale tu jakoś mi zgrzytało :<

      Usuń
  6. Hmmm, ogólnie mnie jakoś do yuri nie ciągnie, a jeśli już, to wolałabym poczekać na coś naprawdę dobrego, ale gdyby trafiła się jakaś dobra okazja, to może i na tę mangę bym się skusiła. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnoszę wrażenie, że mogliby u nas wydać cokolwiek, a fandom yuri i tak by stwierdził, że to nie jest dostatecznie dobre XD

      Usuń
    2. Mysza, zawsze podkreślać będę że obecnie nie ma w Polsce czegoś takiego jak fandom yuri. Jestem w tym bardzo konsekwentna ;)
      Moją reckę GTM pewnie czytałaś bo linkowałam ją na Waneko. To nie jest jakoś wybitnie zła manga ale też nie oferuje mi tego, czego oczekuję po yuri. Być może gdybym czytała tylko mangi, yaoice i shojce i inne, była młodsza i hetero, widziałabym w tym tytule więcej plusów. Moto Momono jest w stanie napisać przyzwoity scenariusz (vide Watashi no Muchi...) i mam dla niej większą tolerancję niż dla twórczości Fujiedy Miyabi czy Morinagi Milk. Wciąż jednak nie łapie się do mojego top10.

      Usuń
    3. Mam wrazenie, ze po prostu nie ma juz ogolnie fandomu mangowego tego rodzaju, jaki byl kiedys.
      Widzisz, staram sie byc mozliwie najbardziej obiektywna w recenzjach, Granica nie jest moim wymarzonym yuri, ale to nie znaczy, ze musze wypowiadac sie o niej niepochlebie, bo moze nie trafiac w moj gust, ale byc calkiem w porzadku manga.
      Nie wiem, czy to mial byc jakis zakamuflowany pocisk, ale czytam poza mangami wiele ksiazek, yaoice tez nie sa moim ukochanym gatunkiem, choc czesto pisze o nich na blogu, GL nie jest mi obce. No i tak jakby nijak nie jestem hetero ;) Przykro mi, ze manga nie spelnia Twoich oczekiwan, ale to nie znaczy, ze musi byc slaba.

      Usuń
  7. Nadal badam ten nieznany ląd... Kiedyś sobie powiedziałam, że dla stwierdzenia "Czy lubię shoujo-ai/yuri, czy tez nie?" przeczytam 10 tytułów, które wyjdą u nas w Polsce. Jak na razie przeczytałam 5 takich mangów w tym jedną był "Mój drogi bracie...", także jeszcze 5. Może by "Granicę naszej miłości" uczynić numerem 6? XD

    OdpowiedzUsuń