.

.

środa, 23 listopada 2016

I Don't Want This Kind of Hero – recenzja

     Z góry przepraszam za to, że recenzja jest tak niesamowicie długaśna. To najdłuższy tekst, który popełniłam w swojej ,,karierze", ale liczę, że choć kilka osób przeczyta go do końca, bo recenzowana manhwa jest tego po prostu warta. Napisałam recenzję, ale potem stwierdziłam, że przecież to bardziej laurka, a nie żadna recenzja i chyba trochę przesadziłam, postanowiłam więc, że przeczytam I Don't This Kind of Hero jeszcze raz od początku i poddam je bezlitosnej analizie. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Okazało się, że faktycznie muszę poprawić recenzję, bo... Była za mało pochlebna. To pierwszy przypadek, kiedy oficjalnie dałam jakiejś mandze/manhwie/light novel maksymalną notę, a na chwilę obecną czytałam około 600 różnych serii. Wiecie, jak potrafię być czepialska, więc... Po prostu zapraszam do czytania. 

,,Faktem jest, że ludzi zdrowych na umyśle praktycznie nie ma; na dziesiątki, a może nawet setki tysięcy trafi się może jeden taki egzemplarz i to jeszcze daleko mu będzie do normalności..."
Fiodor Dostojewski, Zbrodnia i kara

     Świat, w którym żyjemy jest już dostatecznie dziwny, ale autorzy komiksów często stwierdzają, że przydałoby się go jeszcze troszkę zmodyfikować, żeby było ciekawiej. W świecie, w którym przyszło żyć głównemu bohaterowi manhwy, wszelkiego rodzaju hybrydy i ludzie obdarzeni paranormalnymi umiejętnościami są na porządku dziennym. Wśród zwyczajnych osób żyją sobie potomkowie bestii i wszelkiego rodzaju krzyżówki między ludźmi a innymi organizmami. Ich wygląd od razu zdradza, z kim mamy do czynienia, dlatego muszą mierzyć się z wieloma przeciwnościami, w tym dyskryminacją. Logiczne wydaje się, że w takim wypadku powinna powstać organizacja, która pilnowałaby porządku w relacjach między zwyczajnymi i resztą oraz zajmowała się przestępstwami popełnianymi przez odmieńców. Tym własnie zajmuje się SPOON, którego największym przeciwnikiem jest KNIFE, a sprzymierzeńcem FORK. Tak, głównym wątkiem w tej opowieści jest walka sztućców. Nie, nikt nie obiecywał, że będzie normalnie. 






Tytuł: ,,I Don't Want This Kind of Hero"
Autor: Samchon
Wydawca: Naver
Gatunek: akcja, komedia, sci-fi, nadprzyrodzone, fantasy
Grupa docelowa: shounen
Ilość tomów: 14+






     Naga to całkowicie przeciętny chłopak, który prowadzi całkowicie przeciętne życie, a przynajmniej bardzo chciałby, żeby tak było. Niestety, tak się jakoś złożyło, że nasz protagonista jest wyjątkowo silnym ESPERem i choć ze wszystkich sił stara się nie rzucać w oczy, ta okropna organizacja SPOON jakimś cudem go namierzyła i koniecznie chciała zwerbować Nagę, żeby uczynić z niego jednego ze swoich bohaterów walczących ze złem i występkiem. Pewnie wielu nastolatków nie posiadałoby się w takiej sytuacji z radości, jednak Naga wcale nie zamierza angażować się w tego rodzaju działalność i kategorycznie odmawia. Koniec historii? Nie, okazuje się, że za pracę w Łyżce dostaje się zapłatę, a w takich okolicznościach przecież nie można zrezygnować! Nasz bohater z przypadku dołącza do przedziwnej organizacji i zostaje wciągnięty w świat dziwactw, walk i problemów. 



     Na pierwszy rzut oka I Don't Want This Kind of Hero wydaje się typową szaloną komedią, na drugi rzut oka również i na kilka kolejnych. Czy jest tak jednak w istocie? Manhwa z początku sprawia wrażenie niezwykle sztampowej, ale co chwilę zaskakuję i w pewnym momencie czytelnik odkrywa, że autorka tak naprawdę ciągle rzuca w nas schematami tylko po to, żeby później dziarsko się z nich wygrzebać i całkowicie je zdeptać. Jeśli przyjrzymy się bliżej, dostrzeżemy, że I Don't Want This Kind of Hero często wyśmiewa nawet wszelkiego rodzaju parodie. Humor jest dość specyficzny i nie trafi do każdego, dostajemy też wiele nawiązań popkulturalnych, co ciekawe, często bardziej ze świata Zachodu niż Wschodu.


     Seria rysuję się jak dobra, absurdalna komedia, której nie należy w żadnym wypadku brać na poważnie, prawda? W rzeczywistości I Don't Want This Kind of Hero wcale nie jest tak łatwo zaszufladkować i manhwa wymyka się wszelkim kategoriom. Stopniowo komedia zaczyna przekształcać się w historię znacznie poważniejszą i bardziej mroczną. Nie staje się to znienacka i nie wypada nienaturalnie, bo od samego początku dramat kryjący się pod tą warstwą humoru był wyraźnie sygnalizowany. Pod kolorową otoczką znajdziemy eksperymenty na ludziach, handel żywym towarem, szeroko rozumianą dyskryminację, całe studium wszelakich zaburzeń psychicznych, rozważania nad odbieraniem życia i konsekwencjami nieśmiertelności, a także całkiem przyziemne problemy, takie jak trudności w relacjach z rodzicami i kompleksy nastolatków. Czy to oznacza, że mamy do czynienia z historią na obraz i podobieństwo choćby Triguna, która z komedii płynnie przechodzi w czysty dramat? W żadnym wypadku! Choć manhwa porusza wiele poważnych tematów, nadal pozostaje komedią, z której absurd wręcz się wylewa. Nie brzmi to za dobrze, prawda? Nie dziwię się, jeśli w tym momencie w Waszych głowach pojawiły się wątpliwości, czy I Don't Want This Kind of Hero w ogóle do czegokolwiek się nadaje. Samchon w przedziwny sposób zręcznie balansuje na linie rozwieszonej między gatunkami i nie spada ani na moment, przez co manhwa unika zarówno przedramatyzowania, jak i bycia lekką komedyjką, której największą mocą jest jedynie absurd i satyra. Fabuła trzyma się kupy zadziwiająco dobrze, jeśli dokładnie się jej przyjrzymy odkryjemy, że tu wszystko ma swój specyficzny sens i logikę. Zdumiewające, że wiele rzeczy, który wydawały się jedynie elementami komicznymi, okazują się subtelnymi wskazówkami i często za pozorną głupotką kryje się historia. Podczas powtórnego czytania dostrzegamy z jaką starannością została zaplanowana fabuła, postacie pojawiające się w tle, na pierwszy rzut oka mało ważne wypowiedzi bohaterów, tutaj niemal wszystko ma sens i splata się w zaskakująco złożoną opowieść. Sporo epizodów, które sprawiają pozory zapychaczy i generatorów humoru, tak naprawdę zawiera liczne podpowiedzi i pozwala na zobaczenie bohaterów w innym świetle. Sama przeczytałam dostępne w ludzkim języku (to jest angielskim lub polskim) rozdziały od początku do końca aż trzy razy i za każdym kolejnym razem bawiłam się coraz lepiej, widziałam więcej, doceniałam bardziej.




      Nie tylko wciągająca, nietypowa historia pełna humoru jest wielką zaletą serii, to dzięki postaciom I Don't Want This Kind of Hero czyta się z takich zachwytem. Mamy całą gromadę bohaterów, którzy są niezwykle zróżnicowani, także pod względem, hm, przynależności rasowej. Spotkamy tutaj ESPERów, różne demony, stworzenia aniołopodobne, wiedźmy, alchemików, egzorcystów, oświeconych pustelników i wszelkiego rodzaju półludzkie hybrydy. Kiedy mówię, że mieszańce są wszelkiego rodzaju, to dokładnie to mam na myśli, autorka nie poszła na łatwiznę i nie ograniczyła się do typowych ludzików z kocimi, lisimi czy psimi atrybutami, o nie. Samchon daje prawdziwy popis kreatywności serwuje nam mieszańce z wydrami, kameleonami, motylami czy nawet karaluchami, ba, znajdą się nawet bohaterowie, którzy są po części ludźmi, a po części roślinami. To by się zwolennicy całkowitego pojednania z zieloną przyrodą uradowali! 


     Paradoksalnie, z tej całej barwnej mieszanki najciekawszą postacią wydaje się Naga, który przecież niczym się nie wyróżnia, ot przeciętniak z wielką mocą, jak to w komiksach i książkach bywa. Nawet jego paleta kolorystyczna podkreśla całkowitą zwyczajność, szare włosy, szare oczy, ubrania w stonowanych kolorach, zwykle po prostu szkolny mundurek, no zwyczajny haiiro no shounen. Naga początkowo sprawia wrażenie jedynego normalnego w tym domu wariatów, jednak to tylko pozory. To intrygująca, pełna sprzeczności postać, realista i cynik w typie protagonisty Hoshi no Samidare, ale jednocześnie człowiek, który wręcz składa się z wszelkiego rodzaju nerwic, mimo umiłowania do normalności nie potrafi funkcjonować bez posługiwania się swoimi nadnaturalnymi umiejętnościami i postrzega świat w dość dziwny sposób. Jego nieludzki spokój i bezbarwność są jedynie pozą, której utrzymanie staje się coraz trudniejsze. Podziwiam to, w jaki sposób autorce udało się stworzyć postać obdarzoną niezwykle potężną mocą, która jednocześnie ani na chwilę nie zbliża się do bycia Mary Sue (lub, jak w tym przypadku, Garym Stu). Naga ceni sobie pieniądze, często kieruje się dość niskimi pobudkami, popełnia błędy, bywa tchórzliwy i wybitnie nieogarnięty, jest leniwy i wykazuje żywe zainteresowanie materiałami erotycznymi. Cóż, człowiekiem jest i nic co ludzkie nie jest mu obce. Wbrew pozorom w świecie popkultury wcale nie jest łatwo spotkać tak realistyczną postać, która zarazem nie jest do tego stopnia antybohaterem, że aż staje się przerysowana. To nie kolejny bohater shounena, który ma jakiś cel i głośno o nim krzyczy, ani mroczny bad guy rodem z seinena. Choć jego moc jest tak potężna, że w zasadzie nie ma osoby, która mogłaby się w tym zakresie z nim mierzyć i wiele osób uważa go za niezwykle cennego sojusznika, Naga pełen jest kompleksów i średnio odnajduje się w centrum zainteresowania. Bardzo wiarygodnie wypadają jego problemy z radzeniem sobie ze swoimi paranormalnymi zdolnościami i strach przed tym, że przez przypadek kogoś skrzywdzi. Jego lęki zostały bardzo sugestywnie pokazane, przez co czytelnik autentycznie zaczyna w pewnych momentach współczuć głównemu bohaterowi. Ciężko żyć w świecie, który jest tak delikatny, wśród kruchych istot, które można uśmiercić jedynie przez drobną nieuwagę.



     Reszta załogi Łyżki również jest interesująca. Mamy szefową całego tego bajzlu, która nosi się jak członek yakuzy i sieje postrach wszędzie, gdzie się pojawia, mieszańca pandy, który jest tym dobrym gliną, małą wiedźmę, która jest o wiele bardziej cwana niż na to wygląda, mieszańca kruka, mającego wszystkie zadatki na mrocznego bisha, ale niestety, trafił on do tej manhwy i zamiast być tajemniczym przystojniakiem jest interesującą postacią. To tylko wierzchołek góry lodowej, bo SPOON liczy sobie o wiele więcej członków, a wśród nich są tak niezwykłe jednostki jak Haze, ale zdradzanie informacji o nich odebrałoby sporo przyjemności z czytania. Każda z postaci ma swoją przeszłość i charakter, relacje między bohaterami są złożone i podlegają ciągłej ewolucji. Nikt nie jest kryształowo czysty, nie znajdziemy tu raczej wielu bohaterów, których bezdyskusyjnie można by określić mianem w pełni dobrych i moralnych, zaserwowano nam za to wiele odcieni szarości. Choć początkowo postacie mogą wydać się przerysowane, to stopniowo czytelnik odkrywa, jak bardzo ludzkie są w rzeczywistości. Scena, kiedy po raz pierwszy widzimy, jak teoretycznie dobry bohater celowo i świadomie pozbawia życia teoretycznie negatywnego bohatera, jest swego rodzaju szokiem, nawet, jeśli to całkowicie usprawiedliwiona decyzja. Jest to tak zaskakujące głównie z tego powodu, że robi to postać, po której raczej ciężko byłoby się tego spodziewać, no i przecież ta manhwa to komedia... Prawda? Po drugiej stronie barykady, czyli w organizacji przestępczej zwanej Nożem, również znajdziemy interesujące osoby, w żadnym wypadku antagoniści nie są traktowani po macoszemu. Wielu z nich tak naprawdę w gruncie rzeczy nie jest złymi osobami, jednak z różnych przyczyn należą do KNIFE i ich postępowanie jest moralnie wątpliwe. Wyróżnia się zwłaszcza Orca, który, niespodzianka!, jest mieszańcem orki, i Lady, o której nie będę pisać, żeby nie być złym człowiekiem, który spoileruje i zabija zabawę niewinnym czytelnikom. Oprócz tych wszystkich postaci mamy jeszcze piekielne demony, które mają poważny problem z małą wiedźmą, a gdzieś żyją sobie też podobne do aniołów stworzenia, prowadzące eksperymenty na ludziach. Trafią się też idolki i wielu całkiem zwyczajnych obywateli, którym członkowie Łyżki będą nieśli pomoc. 



Najwierniejszy opis głównego antagonisty.
     Najlepsze na koniec. Porządny shounen tego typu powinien mieć jakiegoś głównego antagonistę, no bo jakże inaczej, jeszcze przyjdzie policja shounenowa i zdelegalizuje. I Don't Want This Kind of Hero oczywiście też ma taki czarny charakter, ale Welesie, cóż to jest za czarny charakter! Każdy ma jakieś swoje preferencje, sympatie i antypatie, ja na przykład mam uczulenie na wszelkiego rodzaju yandere i antagonistów, którzy są uroczymi dziwakami, są okropni, ale tacy cool w tym swoim szaleństwie. Brrr, tylko nie to. Jak to się stało, że Morae Baek, który jest wręcz wcieleniem tych cech, stał się moim ulubionym mangowym złoczyńcą? Choć wpisuje się w całe mnóstwo schematów, takich jak choćby Mroczna Przeszłość, jest zarazem skrajnie odmienny od całej rzeszy popkulturalnych badassów i łamie te schematy koncertowo. Nie da się tego bohatera opisać w kilku słowach, jest pełny sprzeczności, a jednocześnie do bólu konsekwentny, w zasadzie podobnie jak cała ta manhwa. To żadna nowość w świecie azjatyckich komiksów, że za najniewinniejszymi obliczami skrywają się najpaskudniejsze umysły, ale Morae Baek ma w sobie tak specyficzną nieporadność i jest tak żałosną postacią, że wręcz nie sposób brać go na poważnie, przy czym jest w nim coś niezwykle niepokojącego. Bywa nieprzewidywalny, jednocześnie pozbawiony jakiegokolwiek kręgosłupa moralnego, ale zarazem dość naiwny i prostolinijny. Można odnieść wrażenie, że nikt nie traktuje go z respektem, a podwładni wręcz notorycznie z niego kpią, ale jeśli przyjrzymy się bliżej, dostrzeżemy, że tak naprawdę budzi on w nich niekłamane przerażenie. Możecie wierzyć mi lub nie, ale to ogromnie oryginalna postać. Morae Baek nie jest najstraszniejszy wtedy, kiedy oddaje się typowym czynnościom czarnego charakteru, takim jak mordowanie ludzi z uśmiechem na twarzy czy dziwacznym, właściwym sobie tylko zachowaniem. O nie. Paradoks tkwi w tym, że najbardziej niepokojący jest wtedy, kiedy zachowuje się całkowicie ludzko i zwyczajnie, kiedy klęczy i błaga kogoś ze łzami w oczach, kiedy znajduje się pod czyjąś kontrolą, kiedy wspomina przeszłość, kiedy odzywa się w nim coś na kształt karykatury sumienia. Przywódca KNIFE nie jest sadystą, nie czerpie radości z pozbawiania życia, nie kieruje się żadną wzniosłą ideą, nie wygłasza monologów o słuszności swojej sprawy, wręcz można przypuszczać, że wcale nie ma zbyt wysokiego mniemania o sobie. Pomimo tego wszystkiego bardzo ciężko go nie polubić, a przynajmniej nie uznać za ciekawą postać. Dialogi z jego udziałem są zdecydowanie jednym z najciekawszych elementów całej historii, stopniowo dowiadujemy się coraz więcej o głównym bossie zła, a każda informacja sprawia, że patrzymy na niego inaczej. Moim zdaniem Morae Baek jest jednym z najlepiej skonstruowanych antagonistów, z jakimi spotkałam się w mangach, książkach czy anime, o ile nawet nie po prostu najlepiej skonstruowanym ze wszystkich*. 


     I Don't Want This Kind of Hero nie jest mangą, tylko manhwą, w dodatku komiksem internetowym, więc siłą rzeczy wizualnie odstaje dość wyraźnie od klasycznych rysuneczków. Przede wszystkim historia serwowana jest czytelnikowi pod postacią długaśnych pasków komiksowych, co wymusza inne kadrowanie, typowe dla manhw rodem z Navera. Całość jest kolorowa, co daje naprawdę ładny efekt, nie wyobrażam sobie tej serii w wersji czarno białej. Kreska nie powala na kolana, często jest dość niechlujna, ale widać, że ta niestaranność to celowy zabieg i zdecydowanie autorka potrafi rysować, udowadniają to bardziej dopracowane kadry, które pojawiają się co jakiś czas. Projekty postaci są naprawdę fascynujące, jak już wcześniej wspominałam, mamy do czynienia z ludźmi, którzy są hybrydami wszelkiego rodzaju gadów czy owadów, a to daje duże pole do popisu. Z tych rysunków kreatywność wręcz emanuje, różnorodność bohaterów jest godna podziwu. Niestety, forma pasków i kolorowe rysunki powodują, że I Don't Want This Kind of Hero raczej nie jest tytułem, na który rzucą się wydawcy mangowi, więc o polskie wydanie papierowe można jedynie zanosić błagania do Amaterasu. Niedawno Waneko wydało w naszym kraju ReLIFE, które również jest koreańskim komiksem internetowym, jednak to seria znacznie popularniejsza i ma własne anime. Dowiedziałam się, że Waneko dopuszcza możliwość wydania kolejnych webkomiksów, więc  cóż, nadzieja umiera ostatnia.



     Podczas pisania recenzji zawsze bardzo staram się, żeby nie wyszła mi laurka, choć lubię dany tytuł, to staram się zachować choć trochę obiektywności i napisać o wadach danej serii. W tym przypadku mam jednak do czynienia z tytułem, który jest moim zdaniem tak dobry, że znalezienie ewentualnych wad wręcz graniczy z cudem. Nie chciałam pisać o tym tytule tuż po tym, kiedy go odkryłam i przeżyłam zachwyt, żebym niesiona falą euforii i świeżych wrażeń nie straciła zdolności (mniej więcej) poprawnej oceny sytuacji. Przygotowałam się do napisania tej recenzji wiele miesięcy, w trakcie których przeczytałam komiks łącznie trzy razy, a niektóre rozdziały nawet po kilkanaście, a po lekturze dawałam sobie czas na ochłonięcie i refleksje. Uparłam się, że napiszę coś negatywnego o tej manhwie, jednak muszę ze wstydem przyznać – poległam na polu bitwy. Jedynym poważnym zarzutem jaki mogłabym postawić tej manhwie jest to, że nie każdemu przypadnie do gustu humor i klimat, niektóre nawiązania mogą też być dość hermetyczne, ale czy to faktycznie prawdziwy minus? I Don't Want This Kind of Hero to seria, która niezwykle wciąga i można ją czytać wiele razy, jest międzygatunkowym miszmaszem, ale wychodzi jej to na dobre. Na dobrą sprawę jest parodią, ale zarazem tak udaną, że z satyry i absurdu nie czyni swojej jedynej tarczy i doskonale broni się jako samodzielna seria, którą można brać na poważnie. Niepokoi mnie jedynie to, że manhwa nadal nie jest skończona, ale mam nadzieję, że utrzyma ten niesamowity poziom. Mogę tylko jeszcze napisać, że bardzo żal mi osób, które jeszcze nie czytały tego świetnego komiksu rodem z koreańskich internetów, bo to jedna z najlepszych rzeczy, które kiedykolwiek dane było mi czytać. 



Moja ocena:

fabuła: 10/10
bohaterowie: 10/10
grafika: 8/10
ogólnie: 10/10



Kadry wyrwane z kontekstu mogą do Was nie przemówić, ale to tylko kolejny powód, żeby zapoznać się z całością ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Mysza nawet po koreańsku rozdziały przegląda i wiki koreańską tłumaczem penetruje.

*W chwili, kiedy piszę tę recenzję, mam za sobą ponad 1800 tomików mang, manhw i light novel oraz mniej więcej tyle samo przeczytanych książek. Nie piszę tego, żeby się chwalić, bo trochę głupio szczycić się tym, że nie posiada się praktycznie żadnego życia, to ma po prostu dać do myślenia, jak bardzo wyróżniać musi się ten bohater.

26 komentarzy:

  1. Dobrze, że do sesji jeszcze trochę czasu zostało, ze stowarzyszeniem czekamy na wpis do KRS-u, więc też roboty nie ma, eventów w grudniu nie jest aż tak dużo, a Anka jest zawalona robotą i nie mam z kim chodzić na kesze, bo inaczej ciężko byłoyby to pogodzić z wciągającą mnie niczym kampinoskie bagno rzeczoną manhwą.
    Nie czytałam aż tylu komiksów o ty, ale ogólnie wszystkie manhwy, które do tej pory mi poleciłaś stoją sobie na szczycie ocenionych przeze mnie na MAL-u (mają oceny 9-10). Jak do tej pory to co chwilę leżę pod biurkiem i kwiczę przez komiczne sceny (humor do mnie trafia). Ostatnio codziennie miałam coś w stylu "Dzień dobry, cy chciałabyś porozmawiać o bog... I don't want this kind of hero?", ale przymuszenie mnie do obczajenia tego ostatecznie wyszło mi na bardzo dobre ;D
    Dodam tyle, że czekam na twoją recenzję Hatoful Boyfriend i będę cię o to molestować co jakiś czas (ง◥▶ ͟ʖ◀◤)ง

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bycie pierwszym na tym blogasiu to nie jest żadne osiągnięcie XD Ale kilka razy się zdazyło, że ktoś się tym ekscytował i to było dziwne.
      Ha, udało mi się wybrać odpowiedni czas na bycie mangową wersją akwizytora i domokrążcy.
      Pocieszę, że chyba każdemu, kto jest moim znajomym i kojarzy mangi, serwuję codziennie ,,Dzień dobry, cy chciałabyś porozmawiać o bog... I don't want this kind of hero?" C; Niech policzę... Z Tobą to męczyłam 11 osób. No i teraz męczę forum waneko.
      Ciekawostka, niejaki pan Marcin jakiś czas temu (chyba jeszcze w 2015) został namówiony na czytanie tego i był zachwycony >:D
      Wiem, gołompy kiedyś nadejdą... Ale nie chce mi działać gra, huh. Do świąt czas C:

      Sernik będzie, jeśli nawiedzisz we ferie C:

      Usuń
    2. TEN Marcin? ;P

      W ogóle jestem jeszcze na etapie zachwycania się Sasą :D Mimo, że nie jest do końca bishem, ale to właśnie mnie kręci.

      Ale wiesz, że jest też świąteczny sequel gołompów? (づᵔvᵔ)づ

      Usuń
    3. TEN
      No własnie to jest najlepsze w tych postaciach, że są tak nieidealne. Sasa bardzo ładnie się wstyda.
      CO.

      Usuń
    4. Sasa jest kawaii =*.*=
      TAK. Też padłam, gdy się dowiedziałam. Także ten, mam co robić w święta ;p

      Usuń
    5. Nie chcę spoilerować, ale Sasa zrobił kilka rzeczy, z których nie jest dumny... :<

      Usuń
  2. Ja z takich koreańskich kolorowych pasków totalnie wpadłam w Never Understand, dawno czegoś aż tak nie przeżywałam XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to BL. Mnie te paski rzadko wciągają, zachwalane Noblesse w ogóle do mnie nie trafiło i mogłam tylko wady wyliczać, Under Prin, Crepuscule, About Death i The Pale Horse podobnie. Jedynie Annarasumanara, Nineteen, Twenty-One, Supernatural Investigation Department i właśnie I Don't Want do mnie trafiły C:

      W takim razie muszę na Never Understand rzucić okiem!

      Usuń
  3. Długaśne wpisy <3
    ,,koniecznie musisz zobaczyć!" w etykietach mnie przekonało. Właściwie jakiś czas temu widziałam jak wrzuciłaś jakiś kadr z komiksu na fanpage, ale ile to czasu od tego minęło...
    W sumie czuję, że będzie mi wstyd jak przeczytam ten webkomiks, bo okaże się faktycznie arcydziełem i będę się musiała gdzieś zaszyć, pod kocem najlepiej i nie wychodzić dopóki nie uda mi się wyrzucić z pamięci istnienia czegoś tak dobrego.
    A w ogóle to znam już jedną Orcę z gier Mogeko. Przypomniałaś mi o recenzji, którą porzuciłam ='D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, byłam ciekawa, czy ktoś w ogóle zwróci uwagi na te etykiety :D Jakie to miłe uczucie, wiedzieć, że są ludzie, którzy nawet tagi przeglądają ;_;
      Manhwę odkryłam chyba przeszło rok temu, więc kadr mógł być dawno.
      Właśnie mam takie uczucie cały czas, pragnienie schowania się pod kocem i emowanie, że nigdy nie wymyślę niczego tak dobrego, że tak niewiele jest rzeczy tak dobrych, że ludzie nie dostrzegają geniuszu tej manhwy i za nisko ją oceniają ;_;

      Usuń
  4. Oj napracowałaś się z tym wpisem :) Jakby ktoś mi pokazał te kadry to bym nie powiedziała, że to takie dobre :D Szkoda, że nieskończone jeszcze, bo bardzo zachęciłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo te kadry tak niewiele mówią, niestety :C
      Nieskończone, ale naprawdę warto czytać! Serio! Tez nie lubię rzucać się na nieskończone serie (myszo, ty hipokryto, czytasz takich 59), ale tutaj po prostu warto.

      Usuń
  5. Długaśne wpisy <3 x2 ^^

    Z czepialstwa:
    "ani na chwilę nie zbliża się do bycia Mary Sue (lub, jak w tym przypadku, Gary'm Stu)."
    DZIE TEN APOSTROF

    Zasadniczo kiedy ktoś tak poleca jakąś serię zaczynam mieć na nią ochotę, teraz jeszcze w dodatku mam masę rzeczy do zrobienia, więc oczywiście się niemal od razu wzięłam do czytania. Po paru rozdziałach trudno wydawać opinię, ale póki co jestem bardzo na tak. Wybitnie mój typ humoru plus postacie dają się lubić i nawet na tym etapie widać, że są dobrze zbudowane.

    (Ciekawe, który to już tytuł, który zaczęłam czytać dzięki Twojej notce xD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to własnie dziwne, bo zgodnie z jakimiś regułkami, które znalazłam w netach, to apostrof powinien tam być. (Sprawdzam takie rzecz...)
      Teraz już nic nie wiem ;___;

      HA! Jednak notka odniosła sukces, ktoś został namówiony! Och, ile jeszcze nie wiesz o tych postaciach ;) Na przykład o głównym antagoniście, o którym tak się rozpisałam, informacje są serwowane co jakiś czas. W wersji koreańskiej mamy już około 260 rozdziałów, a dopiero chyba w rozdziałach 230-250 wyjaśniono pewne dotyczące go i jego otoczenia kwestie. I tak jest z praktycznie każdą postacią. Tak, przeglądam rozdziały w krzakach, choć nic nie rozumiem ;)

      Hm, ciekawe :D Może policzysz?

      Usuń
    2. Apostrof powinien być tylko tam, gdzie ostatniej samogłoski się nie wymawia, np. "Gary'ego" (bo czyta się "Garego", nie "Garyego"), ale już w "Garym" czyta się tak samo jak pisze, więc nie.

      Mnie to się w sumie łatwo namawia, wystarczy, że ktoś chwali i tematyka bardzo mnie nie odrzuca xD

      Policzyłam! I tak: wliczając ten jest siedem tytułów, które zaczęłam albo i już skończyłam, jeden, który kupiłam, ale na razie tylko przejrzałam, plus dwa, do których się zabieram. Hm, myślałam, że mniej xD

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. A tam zaraz szalona, ja po prostu nie mam życia. W statystykach opieram się o MALa – przeczytałam 509 różnych tytułów, obecnie czytam 102, a wstrzymałam/porzuciłam 40.
      Jakoś tak wyszło XD
      Ale za to anime prawie nie oglądam, widziałam jakieś 140 ledwie.

      Usuń
  7. Nie przepadam za czytaniem komiksów w ogóle, nie podoba mi się, że są w kolorze i niekiedy takie dłuuuuuugie. ;_; (XD problemy pierwszego świata, za dużo mang)
    600 przeczytanych tytułów do liczba już do pozazdroszczenia! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna recenzja. :D
    Mysza chwali! I to jak bardzo! Do tego "koniecznie musisz zobaczyć!" w etykietach mówi samo za siebie. Jestem bardzo ciekawa tych bohaterów, całej tej historii, więc czym prędzej lecę czytać. ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Ooch, nie spodziewałem się, że kiedykolwiek zobaczę recenzję czegoś, co sam tłumaczę, do tego tytuł jest mało popularny w naszym kraju a recenzja jest zaskakująco pozytywna. Muszę przyznać, że już dawno nie miałem tyle motywacji po przeczytaniu recenzji, idealnie ujęłaś wszystkie zalety tego tytułu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, sam Jirash do mnie trafił :D Cieszę się, że recenzja Ci się spodobała. Jestem dozgonnie wdzięczna, że dzięki Tobie poznałam ten świetny tytuł, trafił prosto w mój gust.
      Wielka szkoda, że to nadal tak mało znana manhwa, trzeba szerzyć wiedzę!

      Usuń
    2. Przyznam szczerze, że trafiłem tu zupełnie przez przypadek i ogromnie się zdziwiłem widząc tę recenzję, nie spodziewałem się, że komuś spodoba się ten tytuł na tyle, by aż o nim napisać. Czytelników jednak ciągle przybywa, więc jeszcze nie wszystko stracone ;)

      Usuń
    3. O rany! Jak ja się cieszę, że postanowiłam przejrzeć komentarze! Ale się ukryliście, nigdzie nie mogłam znaleźć polskiego tłumaczenia I Don't Want This Kind Of Hero. Myślałam, że go nie ma. A jednak jest :)

      Usuń
    4. Najprawdopodobniej przez to, że teraz CM jest niewidoczne dla wyszukiwarek, a ze znalezieniem Hon'yaku też mają problem xD

      Usuń
  10. Przeczytałam tę recenzję w sumie dla rozrywki, bo jestem już po lekturze "I Don't Want This Kind of Hero" i muszę przyznać, że gdybym nie znała tej manhwy wcześniej już w połowie by wpisywała tytuł w wyszukiwarkę. Szkoda trochę, że oryginalnie rozdziałów jest dwa razy tyle ile przetłumaczonych. Cóż.

    OdpowiedzUsuń