środa, 22 czerwca 2016

Long Live the Queen (visual novel) – recenzja

     Każdy miał kiedyś w życiu taką chwilę, gdy rozmyślał o tym, jak by to było zostać władcą jakiejś krainy, cieszyć się uwielbieniem poddanych, opływać w luksusy i ustanawiać prawo. Polowania na jelenie w królewskich lasach, piękne kreacje balowe, cóż za życie! Istnieje gra, która może uczynić nas na krótki czas następcami tronu, jednak nie zdziwcie się, gdy zamiast zdobyć koronę, wylądujecie w lochach lub w mackach wielkiej ośmiornicy...


Tytuł: Long Live the Queen
Studio: Hanako Games
Rok wydania: 2013
Typ: visual novel z elementami RPG
Tryb: single player

     Nigdy nie byłam typem gracza i nosiłam dumnie czułki mola książkowego, jednak kiedy mój wujek wygrał pewną grę utrzymaną w stylistyce mangowej, musiałam koniecznie się z nią zapoznać. W końcu jak można być tak zapalonym mangowcem, a nigdy nie wypróbować swoich sił w visual novel? Long Live the Queen nie jest w zasadzie pochodzenia czysto japońskiego, ale nie odstaje za bardzo formą od produkcji z Kraju Kwitnącej Wiśni o Niesmacznych Owocach, więc nadaje się do wypełnienia luk w swojej zbroi doświadczeń otakusa pospolitusa.  

     Bycie królewną to marzenie wielu dziewczynek. Elodie to śliczna i urocza nastolatka, która uczy się w specjalnej szkole i jest raczej zadowolona ze swojego życia jako następczyni tronu. Nasza gra jest jednak reklamowana jako strategiczna visual novel z elementami RPG, a nie szkolna haremówka z pięknymi panami, więc rychło szczęście Elodie się kończy – jej matka umiera i dziewczyna musi powrócić do rodzinnego zamku i poczynić przygotowania do swojej koronacji. Problem w tym, że nasza bohaterka ma ledwie czternaście lat i raczej małe doświadczenie w pełnieniu obowiązków królowej. Takie niewinne i dziecinne stworzenie wkracza w świat intryg, wojen i problemów ekonomicznych, a żeby Elodie dożyła do chwili, gdy na jej głowie spocznie korona, gracz musi dołożyć wszelkich starań, by nauczyć ją wszystkiego, co trzeba, by kierować państwem.


     W wielu klasycznych visual novel gracz ma znikomy wpływ na wydarzenia i jego rola ogranicza się do przewijania plansz, tak jest na przykład w przypadku kinetic novel. Tutaj jest zupełnie inaczej – mamy duże pole do popisu, rozwijając określone statystyki naszej postaci, czyli Elodie. Jeśli uda nam się w odpowiednim czasie nauczyć naszą królewnę określonych umiejętności, poradzi sobie ona z wyzwaniami i uda jej się dożyć do koronacji. Nie jest to jednak łatwe zadanie, bo w Long Live the Queen różnych statystyk mamy... czterdzieści dwie. 

Napawajcie się. 
     Long Live the Queen wymaga od nas naprawdę dużych umiejętności planowania, w zasadzie nie da się przejść jej za jednym zamachem, a już na pewno nie popełnić żadnego błędu. Rozwinięcie wszystkich właściwych umiejętności w odpowiednim czasie jest niemożliwe, trzeba więc zdecydować, którego testu zaliczenie jest ważniejsze. Gracz może się poważnie zdziwić, gdy okaże się, że umiejętności muzyczne mogą być ważniejsze od wiedzy o historii świata. Do tego mamy dodatkowe utrudnienie – żeby móc w zadowalającym stopniu rozwijać dane statystyki, Elodie musi być w odpowiednim nastroju. Kiedy będzie wojownicza i pewna siebie, świetnie pójdzie jej nauka strategii wojskowej, ale nie uda się wbić jej do głowy niczego o historii sąsiednich państw. Kiedy statystyki w jednej z kategorii (np. Agility) osiągną odpowiedni poziom, nasza bohaterka dostaje specjalny strój, którego noszenie dodaje jej punktów do zdolności z tej dziedziny. 

     Co może stanąć Elodie na drodze do tronu? Intrygi, zarówno własnych poddanych, jak i sąsiadów, zamachy, bunty, a nawet mityczne stwory. Królewna będzie musiała wydawać odpowiednie wyroki w sądzie, prowadzić wojnę i negocjacje, decydować, które projekty handlowe nadają się do zrealizowania, a także zdobyć możliwość nauczenia się magii, zwanej w tym świecie Lumen. Na balu też trzeba wiedzieć, z kim zatańczyć... Long Live the Queen to trochę taka kawaii wersja Gry o Tron.

Moja ulubiona postać.
     Znacie takie proste gry, które nie wymagają jakichś specjalnych rekwizytów, ale wciągają i pozwalają trochę po gimnastykować mózg? Sudoku, kościany poker, szachy... Long Live the Queen bardzo przypomina takie zabawy, bo choć strona merytoryczna jest na całkiem wysokim poziomie, tak wykonanie jest po prostu biedne. Nie znajdziemy ciekawych animacji, góra jedną lub dwie, a i te dość ubogie. Teł dostaniemy jedynie kilka, do tego bardzo prostych i niewiele pokazujących. Liczyliście na to, że bal lub turniej rycerski będzie świetnym pretekstem do zaprezentowania ślicznej jak mysie oczka grafiki? Niestety, to nie ten adres. W zasadzie oko można zawiesić jedynie na wspomnianych wcześniej strojach Elodie, które są naprawdę urocze. LLtQ jest dowodem na to, że nawet z tak skromnym budżetem można wykombinować coś ciekawego – soundtrack gry składa się zaledwie z kilku utworów, jednak są one naprawdę dobrze dopasowane do wydarzeń i klimatu gry. Cóż lepiej pasuje do historii o dworze królewskim niż klasyczne fortepianowe brzmienia?


Mała próbka OSTu.

     Wielu graczy z pogardą spojrzy na Long Live the Queen, przecież tu nie ma walki i akcji sensu stricte, do tego siedzenie kilka godzin nad statystykami może łatwo znudzić. Czy oznacza to, że visual novel o młodej Elodie jest bezwartościowa? Na pewno nie. Może i nie ma fajerwerków, ale każdy, kto ceni złożone historie i gry, które wymagają przede wszystkim myślenia, powinien choć dać szansę LLtQ. Gra świetnie pokazuje, że z władzą nie wiążą się jedynie przywileje i korona potrafi być naprawdę ciężka. No i wiecie... Niektóre sposoby na wysłanie Elodie na tamten świat są naprawdę cudne!



Moja ocena: 7/10


     Przyznam, że obawiałam się, czy mój angielski okaże się wystarczający, na szczęście dałam sobie radę bez większych problemów, a ja naprawdę jestem nogą w kwestii języków obcych, 76% z ustnej matury z angielskiego i te sprawy. LLtQ zachęciła mnie do visual novel, tym razem mam jednak ochotę na coś prostszego. Może kiedyś pojawią się tutaj recenzje innych gier?

16 komentarzy:

  1. Pff, oczywiście, że umiejętności muzyczne są ważniejsze od historii. To przecież przyszła królowa!
    A tak całkiem na poważnie to świetna recenzja. Serio, zachęciłaś mnie do sięgnięcia po LLtQ i pewnie już bym ją kupiła gdybym nie żałowała dziesięciu euro na steamie (trzeba mieć na książki i inne pierdoły :^).
    Jakbyś kiedyś chciała jeszcze zrecenzować jakąś grę to polecam Mogeko Castle. Darmowa, dostępna w wersji angielskiej. Właściwie zabierałam się za jej recenzję, bo za pierwszym podejściem udało mi się uzyskać najlepsze zakończenie i bonusowy pokój, dzięki czemu poznałam ją całkowicie (pomogła też znajomość kilku innych gier studia, ale Mogeko Castle jest według mnie mniej złożona). Do dziś nie wiem jak ją określić, ale ta gra poprawiła mi humor na tydzień. I dałam radę z moim kulawym angielskim :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdziwiłabyś się, jakie ciekawe rzeczy tutaj wychodzą. W zasadzie można rozegrać to tak, że wszelkie umiejętności walki czy ogólnie rozwijanie formy fizycznej może nie być potrzebne.
      Dziesięć eurosów D: Ogólnie na moim laptopie mam kilka gier do przejścia, ale nawalił zasilacz, więc nawet odpalić nie mogę, żeby sobie przekopiować, biedna mysza :C

      Usuń
    2. Gdybyś siedziała w tylu fandomach co ja, to uwierz mi, że niewiele rzeczy byłoby zdolnych cię zdziwić xD Oczywiście twoja psychika musiałabym najpierw wytrzymać przeczytanie Homestucka (jest też kwestia tego, że wiele osób uważa, że komiks jest nudny i porzuca go po pierwszym akcie, który jest tylko wstępem).
      Cóż, dlatego uwielbiam gry, w których można pakować coś w konkretne umiejętności. Można się nieźle przejechać po złym wyborze, ale byłoby nudno, gdyby wszystkie podjęte decyzje były tymi najlepszymi.
      Biedna mysza D: Te niewdzięczne zasilacze kiedyś zapłacą za swoje niecne uczynki.

      Usuń
    3. Przeczytałam większość komiksów od hedahe, nie wiem, czy coś może popsuć człowieka jeszcze bardziej, no i znam fandomy od tej najgorszej strony tragicznych opek. Kiedyś chciałam zacząć czytać Homestucka, ale nie ogarnęłam tej strony i nie wiedziałam, gdzie zacząć, tak, jestem ogarnięta inaczej :C

      Usuń
    4. Och, fakt. Tragiczne opka psują ludzi.
      Ta strona z początku mnie przeraziła i nie byłam pewna czy dobrze trafiłam :')
      Ale ogólnie to wchodzisz po prostu na MS Paint Adventures.pl (bo czytanie tego po angielsku to coś jak samobójstwo) i powinnaś mieć okienko z z obrazkiem i tekstem po nim zaczynającym się ,,Młody mężczyzna (...)". Potem już tylko klikasz tę strzałkę pod tekstem żeby przejść dalej. Ostrzeżenie ode mnie - to coś ma około 8000 stron.

      Usuń
    5. CZO. Ile? NOPE.
      Zawiesiłas mi mózg, nie wiem, czy dam radę się z tym zmierzyć.
      Na razie muszę pokonać Potop i te wszystkie LN i mangi, które mi na półce leżą. Może nawet napiszę recenzję LN Tokijskiego Żula :D

      Usuń
    6. Ta reakcja byłą najpiękniejszym co mnie dzisiaj spotkało. Ale TAK - to ma tyle stron. Ponadto niektóre pokazane są w formie minigierek, GIFów, albo całkiem niezłych animacji z towarzyszeniem jakiegoś utworu (i tutaj ciekawy fakt: twórca arcypopularnego Undertale, Toby Fox skomponował tam kilka kawałków :D).
      Andrew Hussie (gość odpowiedzialny za komiks) lubuje się też w mega-długich dialogach i od czasu do czasu (właściwie bardzo rzadko) robi podsumowania tego co się wydarzyło żeby czytelnicy mogli się połapać. Trudnością też jest styl w jakim mówią bohaterowie. Większość gwałci wszelkie zasady ortografii i interpunkcji, niektórzy dublują litery, inni mówią LEETEM. Poza fabuła jest tak wielowątkowa, złożona i absurdalna, że o jeżu.
      EDIT do poprzedniego komentarza: Komiks ma jednak 10 028 stron. I wyobraź sobie, że jest niewielka grupka ludzi, która to tłumaczy i nawet interweniuje w te wszystkie gry itp. podstawiają polskie teksty. Pciuuuu!
      Ooo, muszę w końcu się zmobilizować i sięgnąć po serię. Czytałam nawet u koleżanki pierwszy tom i nie był taki zły. Tyle że pieniądze odeszły wraz pojawieniem się tabletu graficznego. Także u mnie z mangami słabo, chociaż mam wiele niezrecenzowanych i braku jakiejkolwiek motywacji żeby się ruszyć i mieć to za sobą ;c

      Usuń
    7. .______________.
      To ja tu to tak zostawię.

      Usuń
  2. Przyznam, że nie grałam w żadną visual novel - może spróbuję z tą :D <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwsze słyszę, aczkolwiek wygląda ciekawie. Przypomniało mi się, że sama miałam bazgrać notkę o VN ze steama i lewituje mi w rozpoczętych postach. Chyba czas się za to zabrać! :D
    Co Cię skłoniło do zakupu? ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kupiłam, dostałam od wujka, który wygrał w jakimś losowaniu na steamie XD

      Usuń
  4. Muzyka ważniejsza od historii- chlip, z moimi zdolnościami nie przeżyłabym w tej grze 5 min ;(. Jaka ze mnie bezwartościowa arystokratka. Chlip chlip. Idę do kącika z podręcznikami od historii. Wspólnie się posmucimy T_T
    Pomimo tego gra o Elodii mnie szczerze zaciekawiła. Ktos wspomniał o strategii? O planowaniu? Już biegnę!
    Rok temu próbowałam sama ściągnąć na komputer pierwszą visual novel, jednak nic nie zadziałało. Ale kto wie, może kawaii księżniczka przekona mój komputer i będę mogła stać się prawdziwym otakusem pospolitusem (^o^)/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, można wszystko nadrobić innymi umiejętnościami, ale zwykle żeby wypracować sobie jakiś schemat rozwijania umiejętności trzeba trochę poprzegrywać :C W każdym razie umiejętności odnośnie muzyki są bardzo ważne na początku, taka podpowiedź ^^ Pomagają uniknąc wielkich problemów.
      Trzymam kciuki za stanie się otakusem!!!

      Usuń
  5. Zagrałabym, totalnie bym zagrała :C Szkoda, że nie mam do LLtQ dostępu, bo jestem ciekawa jak wiele razy bym zginęła i jak śliczne stroje ma Elodie. Próbka soundtracku też brzmi bardzo ładnie, a mnie mało co się podoba przy pierwszym odsłuchaniu ;u;

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli miałbym wybierać między tą VN, a typowo gdzie się tylko przewija na pewno ta by królowała. Zapewne jednak nigdy w nią nie zagram bo zupełnie nie interesuje mnie jak na razie takie formy gier. Może kiedyś :D.

    OdpowiedzUsuń