sobota, 7 stycznia 2017

Yamada i chłopak – recenzja

     Istnieją zagadki, na które od lat wręcz nie sposób znaleźć odpowiedzi. Dlaczego związki po prostu skazane na porażkę, trwają nadal w najlepsze, a z pozoru idealne pary zrywają ze sobą? Co powoduje, że ludzie decydują się być ze sobą? Życie jest naprawdę nieprzewidywalne i nigdy nie wiemy, co takiego przyniesie nam przyszłość...






Tytuł: ,,Yamada i chłopak"
Tytuł oryginalny: ,,Yamada to Shounen"
Autor: Ori Mita
Wydawca polski: Dango
Wydawca oryginalny: France Shoin
Gatunek: yaoi, okruchy życia, romans 
Ilość tomów: 1
Cena okładkowa: 21,90zł




     Dwudziesty czwarty grudnia, w Japonii dzień, który spędza się ze swoja drugą połówką. Przynajmniej w teorii. Yamada nie ma takiego szczęścia i po prostu wraca sobie z pracy, podziwiając prószący śnieg. Wszystko pięknie, a tu nagle jak coś nie zajęczy w krzakach! Czy to zombie? Nie, to tylko licealista w stanie upojenia alkoholowego. Yamada, jak na bohatera mangi przystało, postanawia pomóc chłopakowi i zabiera go do domu. Od słowa do słowa okazuje się, że nieszczęsny Chihiro przeżył swój pierwszy prawdziwy zawód miłosny – jego kolega znalazł sobie dziewczynę, zanim biedne chłopię w ogóle odważyło się wyznać mu swoje uczucie. Chihiro pragnie odwdzięczyć się Yamadzie za uratowanie przed zamarznięciem lub zgarnięciem przez policję, dlatego zaczyna wpadać z wizytami i dokarmiać swojego wybawcę, a skoro jesteśmy w mandze boys love, to już wiemy, że coś będzie tutaj na rzeczy.

     Już widzę, jak po przeczytaniu tego opisu przewracacie oczami, w końcu to niemal odruch bezwarunkowy. Czy jest bardziej oklepany schemat od klasycznego ,,znalazłem/łam człowieka na ulicy, więc wezmę go sobie do domu"? Bez namysłu mogę wymienić minimum dziesięć mang z podobnym motywem. To prawda, zawiązanie akcji w Yamadzie i chłopaku nie ma w sobie nic oryginalnego, a jednak ośmielę się stwierdzić, że to jedna z najsympatyczniejszych historii boys love, jaką czytałam, i z pewnością zapada w pamięć. Niemożliwe? A jednak diabeł tkwi w wykonaniu. Ori Mita umie wyjść z oklepanego motywu i poprowadzić go w ten sposób, żeby powstało coś dobrego. Jeśli mieliście już trochę do czynienia z mangami, w których pan spotyka pana, to wiecie, że jakiegokolwiek realizmu w związkach tam na lekarstwo, a tutaj nie dość, że wszystko jest bardzo naturalne i życiowe, to jeszcze nie ma dramatów i Bardzo Poważnych Problemów. Największą bronią tej historii są bohaterowie oraz to jak uroczo realistyczna jest łącząca ich relacja.

Znalazłem, to wezmę se do domu.

     Tytułowy Yamada nijak nie przypomina typowego bishounena, nie dość, że nie powala swoją urodą wszystkich w zasięgu wzroku, to jeszcze jest orędownikiem specyficznego stylu ,,wyglądam, jakbym właśnie wyczołgał się ze śmietnika na warszawskiej Pradze". Niechlujna broda, służbowe ubrania człowieka, który pracy fizycznej się nie boi, potargane włosy, czego pan szuka w yaoicu? Przez swoją aparycję ludzie często dodają mu wieku, a przecież Yamada ma tylko dwadzieścia sześć lat, wcale nie jest staruszkiem, nie myślcie sobie, tylko spróbujcie tak go nazwać! Niestety, nawet dwadzieścia sześć lat to trochę dużo, kiedy w grę wchodzi związek z uroczym uczniem liceum. Duża różnica wieku to nie jest jedyny problem – Yamada w końcu całe życie przekonany był, że zdecydowanie należy do heteroseksualnej części ludzkości i kiedy do jego życia wkracza Chihiro, mężczyzna jest zdezorientowany i ciężko mu się dziwić. Chihiro może wyglądać na klasycznego ukesia, którego jedynym zadaniem jest generowanie fal słodkości, jednak nie dajcie się zwieść, w tej postaci jest znacznie więcej. To nie przypadek, kiedy mamy do czynienia z jakąś dziwną, skrajnie zniewieściałą istotą, Chihiro może być uroczy i rumienić się jak panienka, ale to nadal po prostu nastoletni chłopak, który ma swoje plany na przyszłość, kolegów ze szkolnej ławki i zainteresowania.

     Choć bohaterów dzieli niemal dekada, w relacji są na równych prawach. Każdy z nich jest na swój sposób zarazem dojrzały i niedojrzały. Yamada jest świadomy konsekwencji umawiania się z uczniem liceum, wie, że dzielą ich pewne różnice w postrzeganiu świata, stara się zrozumieć Chihiro, ale mimo pewnego życiowego doświadczenia jest dość bezradny w nowym położeniu i często nie wie, jak powinien się zachować. Chihiro z powodu trudnej sytuacji rodzinnej musiał szybko dojrzeć, żeby zająć się swoim młodszym rodzeństwem, dlatego jest nad wiek odpowiedzialny, ale to nadal wrażliwy nastolatek, który przejmuje się wszystkim i nie ma wprawy w nawiązywaniu bliższych relacji, lecz w przeciwieństwie do Yamady nigdy nie miał wątpliwości co do swojej orientacji. Zarówno dla Yamady, jak i dla Chihiro, sytuacja, w której się znaleźli, jest całkowicie nowa, dlatego często po prostu nie potrafią się porozumieć i nie wiedzą, jak interpretować swoje wzajemne poczynania. Ich zachowanie jest bardzo realistyczne, zwłaszcza ta nieporadność w kontakcie z nowym wypada bardzo naturalnie. Jak miło, że to nie jest kolejny yaoiec, w którym postacie całują się i nagle bach!, już wszystko staje się jasne! Podoba mi się to, w jaki sposób obaj bohaterowie wspierają się i dzięki wpływowi partnera poszerzają swoje horyzonty. Niby nic, ale podczas czytania po twarzy błąka się uśmiech.


     Nie znajdziemy w tej mandze porywającej fabuły czy dramatycznych scen chwytających za serce i wywołujących potoki łez. Yamada i chłopak zawiera w sobie za to dużo okruchów codzienności wplecionych w historię o romansie dwóch całkiem różnych osób. Tutaj zwraca się uwagę na różne miłe drobiazgi, lekki humor, który wywołuje uśmiech. Rozmowa o wpływie zamontowania klimatyzacji w budynku szkoły na poziom inteligencji uczniów, ratowanie Yamady, który umiera na zacięcie się w palec, ,,liczę na owocną współpracę" wygłoszone na futonie przed zabraniem się za rzeczy spod patronatu czerwonego kwadratu... Wszystkie te szczególiki powodują, że manga jest do bólu sympatyczna i wypełniona prozą życia, która przecież stanowi tego życia znaczny procent. 

     Do tej opowieści bardzo dobrze pasuje kreska autorki. Na pierwszy rzut oka może wydać się dość niestaranna, ale jeśli przyjrzeć się bliżej, to jasnym się staje, że Ori Mita zdecydowanie ma odpowiedni warsztat i pozorna niedbałość wynika z jej specyficznego stylu. Postacie rysowane są wieloma pociągnięciami, przez co często wyglądają dość szkicowo, ale anatomia jest zazwyczaj poprawna, już po samej okładce widać, że złamanych kręgosłupów i yaoi handsów tutaj nie będzie. Chihiro jest uroczy, ale ani na chwilę nie staje się ukesiowym mutantem z wielkimi oczkami, to cały czas młody mężczyzna. Widać, że autorka wcale nie rysowała mangi na odwal się, wystarczy zwrócić uwagę na ubrania bohaterów, pojawiające się tła i zróżnicowane projekty postaci, które jedynie przemykają gdzieś na drugim planie. Nie jest to wspaniała uczta dla oczu, ale nie można odmówić mandze porządnego wykonania.


     Jeśli już jesteśmy przy wykonaniu, to trzeba zwrócić uwagę na polskie wydanie, nie ma to jak proza życia. Bardzo spodobało mi się tłumaczenie, mangę czyta się przyjemnie i łatwo, a za określenie ,,panienka" ktoś powinien dostać medal, bardzo trafne. Nie zauważyłam literówek, choć naprawdę się starałam, w jednym miejscu pojawiło się słowo ,,budda", co może zaniepokoić czytelnika, ale w tym kontekście pisanie go małą litera jest poprawne. Plusem są też przypisy do nazw japońskich potraw. Zwraca uwagę mnogość użytych czcionek, spotkałam się z opiniami, że jest to wada, jednak podobne szaleństwo występowało również w oryginalnym wydaniu, więc to po prostu próba jak najlepszego oddania treści pierwowzoru. Yamada i chłopak ma standardową dla Dango okładkę ze skrzydełkami, zauważyłam, że tomik jest zauważalnie niższy od poprzedniej mangi wydawnictwa. Dostaniemy kolorową kartkę, która jest cieńsza od tej w Usłyszeć ciepło słońca, ale zdecydowanie bardziej solidna od wręcz gazetowej z Monster Petite Panic. To chyba właśnie ten słynny złoty środek. Na końcu tomiku kryje się bonusowy rozdzialik, który pierwotnie znajdował się pod obwolutą mangi. Miło, że Dango konsekwentnie zachowuje te dodatki dla polskiego czytelnika. Niestety, pojawiły się też problemy – zdarzyły się strony (na przykład 195), na których tekst był zbyt blisko wnętrza tomu i nie można było zobaczyć całości nawet rozginając mangę. Niezbyt fortunnie brzmi też komentarz od autorki na jednym ze skrzydełek, można bowiem zrozumieć go w taki sposób, że Yamada ma dwadzieścia lat. Rysuneczek z autorką jadąca na aksolotlu meksykańskim zdobył jednak szturmem moje kokoro, uwielbiam te wizje mangaków.



Nie, to nie są wszystkie moje yaoice XD

     Są takie mangi, w których z pozoru nie ma nic specjalnego, jednak choć nie dzieje się w nich nie wiadomo co, to zapadają w pamięć. Na naszym rynku wyszło już naprawdę sporo mang boys love, ale nadal brakuje takich historii jak Yamada i chłopak. Ten niepozorny tomik o miłości dwóch osób, które zgodnie z prawami społecznej logiki nie powinny nigdy być razem, to jedna z najlepszych mang o romansie męsko-męskim, które pojawiły się w Polsce, a zarazem jedna z najlepszych w tym gatunku, jakie czytałam w ogóle. Własnie ten brak fajerwerków powoduje, że ta historia jest tak przyjemna, życiowa i sympatyczna. Jeśli lubicie okruchy życia i mangi o osobach, które starają się odnaleźć wspólny język i mimo przeciwności znaleźć sobie swój własny kawałek podłogi w świecie, to Yamada i chłopak zdecydowanie jest czymś dla Was.


Moja ocena:
fabuła: 8/10
bohaterowie: 8,5/10
grafika: 8/10
ogólnie: 8/10




13 komentarzy:

  1. Kolejna manga, która kusi, i kolejna recenzja, która kusi jeszcze bardziej. Złe ludzie, że tak dobrze kuszą, złe, że tak dobrze wydają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wiedziała Frydzia, że nie było to dobre :D

      Usuń
  2. Ja uważam, że nie ma właściwie tematu, który nie byłby oklepany na siódmą stronę, wszystko zależy właśnie od sposobu podania :D
    Mnie się kreska autorki podoba coraz bardziej i bardziej z każda kolejną jej mangą - niby się nie zmienia, ale człowiek tak się przyzwyczaja do tej lekkości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ale są tematy oklepane mniej i trochę bardziej :D

      Usuń
  3. Co prawda miałam zostawić sobie Yamadę na ferie, ale tak bardzo mnie zachęciłaś by teraz przeczytać to cudo, że nie wiem czy się oprę tej myśli XD A nie czekaj... "Najdawniejsze Dzieje Ziem Polskich" czekają............. T^T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to jedno atlasy anatomii zwierząt domowych i chemia czeka :,,,) Ale ja udaję, że tego nie ma.

      Usuń
  4. No sporo masz już yaoiców, a kolekcja pewnie będzie się tylko powiększać :D Twoja biblioteczka z mangami musi być super <3 Manga raczej nie dla mnie, ale kreska mi się podoba, ja bym powiedziała właśnie że jest taka lekka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie są wszystkie moje yaoice, mam ich trochę więcej ;) Moja biblioteczka nie jest aż tak super, nie mam nawet 300 tomów XD
      Może jednak warto dać szansę?

      Usuń
  5. Zazwyczaj stronię od mang BL, więc w tym przypadku się wstrzymam. Od Dango czekam jeszcze tylko na drugi tomik "Usłyszeć ciepło słońca". Swoją drogą podziwiam Cię za to, że nie widzisz w mandze błędów - ja w praktycznie każdym czytanym tomie dostrzegam ich mnóstwo. Teraz czytam kolejną pozycję do recenzji i znowu jest to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, widzę w mangach błędy, po prostu w tym tomiku ich raczej nie było. W ,,Usłyszeć ciepło słońca" doliczyłam się na przykład 3 literówek. W mangach od Waneko, a zwłaszcza w ich LN, błędów widzę całą masę ;)

      Usuń
  6. Co do pytania postawionego na początku notki - wszystko wydaje się być ironią losu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Manga wydaje się świetna, taka urocza i sympatyczna. Może kiedyś sięgnę, gdy będę miała ochotę na jakiegoś fajnego yaoica. :)
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaczęłam czytać tę mangę kiedy jeszcze dostępny był jedynie pierwszy rozdział, więc trochę dłużyło mi się czekanie, ale było warto. A potem miłe zaskoczenie, kiedy Dango ogłosiło ten tytuł. Oby więcej takich dobrze poprowadzonych historii! :D

    OdpowiedzUsuń