.

.

niedziela, 20 marca 2016

Żabki. Dendrobates – recenzja

     (wróciłam do komciania i działania!)

    W tropikalnych lasach Ameryki oprócz ślicznych kapibar żyje wiele niebezpiecznych drapieżników. Każdy pewnie słyszał o anakondach, miażdżących ofiary w splotach swoich mocarnych mięśni, podstępnych kajmanach czających się w mętnych wodach i atakujących znienacka cętkowanych jaguarach. W rzeczywistości najbardziej przerażające zagrożenie jest malutkie, ma ładne kolorowe plamki i piękne oczka. Śliczne barwne żabki z rodzaju Dendrobates produkują niezwykle silną truciznę, która mogłaby odebrać życie w mgnieniu oka. Pewien zabójca na zlecenie postanowił być równie morderczy jak te niepozorne żabki.







Tytuł: ,,Dendrobates" 
Autor: Ishiwata Youji (scenariusz), Yamane Akihiro (rysunki)
Wydawca: Akita Shoten
Gatunek: akcja, dramat, kryminał
Grupa docelowa: seinen
Ilość tomów: 6







      Na pewno znacie takie pojęcie jak miejsca legenda. W Japonii krążą pogłoski, że istnieje Człowiek o tysiącu broni, który, jeśli się mu odpowiednio zapłaci, zadba o wymierzenie sprawiedliwości, bezlitośnie zabijając tych, którzy na to zasłużyli. Inspektor Miura wie jednak dobrze, że tajemniczy mściciel istnieje naprawdę, nie ma jednak pojęcia, że jest nim niepozorny policyjny księgowy Sengawa, którego zdarza mu się widywać.


     Jeśli myśleliście, że policjant powinien realizować się tylko pracując w terenie i siedzenie za biurkiem nie ma żadnych plusów, to grubo się mylicie. Sengawa do oporu wykorzystuje swoją pozycję księgowego niczym hubiak pospolity biedne drzewo. Kto ma dostęp do policyjnego sejfu, ten ma dostęp do niezliczonej ilości zarekwirowanej broni i różnych innych miłych fantów. A jakie możliwości daje przeglądanie tych wszystkich ,,nieciekawych" papierzysk! No i w gratisie do tej pracy dostaje się idealne warunki do podsłuchiwania różnych niezwykle ważnych rozmów. Jeśli dodamy do tego praktyczne umiejętności strzeleckie, otrzymujemy zabójczą mieszankę.


     Początkowo fabuła może trochę znudzić, autor serwuje nam bowiem kilka krótkich historii o życiu naszego głównego bohatera, potem jednak wątki zaczynają się splatać w coś większego. Nie ma tutaj jakichś bardzo skomplikowanych zagadek, wręcz przeciwnie, zwykle jest krótko i na temat, mniej kryminału na rzecz akcji. W wielu przypadkach krytykowałabym takie podejście, bo lubię myśleć podczas czytania mangi, jednak Dendrobates radzi sobie tak dobrze jako rozrywkowy tytuł oparty głównie na czystej akcji i jestem tak zaintrygowana postacią głównego bohatera i jego otoczeniem, że w zasadzie nie mogę powiedzieć o zmarnowanym potencjale, wręcz przeciwnie. Takie mangi również są potrzebne. 

     W zasadzie do tej pory wszystko wydaje się może i niezłe, ale przecież ile podobnych mang już widzieliśmy... Postacie samotnych obrońców sprawiedliwości raczej się już nam przejadły, nie moglibyście wymyślić czegoś ciekawszego? Jest coś, co wyróżnia Dendrobates na tle tytułów opartych na podobnych założeniach, a jest tym czymś właśnie główny bohater. W niczym nie przypomina tych wszystkich udręczonych, ponurych mścicieli, ciągle zajętych swoimi wewnętrznymi konfliktami, rozdartych jako ta sosna u Żeromskiego. Sengawa nigdy nie stawia się w pozycji sędziego czy kata, wymierzana przez niego sprawiedliwość jest bardzo subiektywna i względna. Nie kieruje się jakimś wzniosłym kodeksem moralnym, może i nie przepada za zabijaniem osób w swoim mniemaniu niewinnych, ale kiedy wymaga tego sytuacja, pozbędzie się każdego, kto stanie mu na przeszkodzie. Co ciekawe, bohater wyraźnie lubi swoje zajęcie, wiele zadań traktuje jako swego rodzaju wyzwanie, rozrywkę. Sengawa czerpie też zdecydowanie radość ze pracy księgowego. 


     Oprócz naszej morderczej żabki w zasadzie nie ma wielu charakterów, żeby na nich oko psychologa zawiesić. Pojawią się inni zabójcy na zlecenia, różne typy spod ciemnej gwiazdy, mafiozi z Ameryki Południowej i ojczysta, nippońska yakuza. Po stronie policji mamy wspomnianego wcześniej inspektora Miurę i koleżankę z biurka Sengawy, prostolinijną Yoshimurę. W tle przewija się też często postać niewidomej śpiewaczki ulicznej, osoby zdecydowanie specyficznej, trochę odrealnionej. 

     Ogromnie podoba mi się zakończenie i ogólny brak moralizatorskiej wymowy mangi, autorzy nie pokazują nam jedynej słusznej prawdy i nie wywierają na czytelnika żadnego nacisku, pozostawiając zachowanie głównego bohatera własnej ocenie. Po tytułach takich jak choćby Akumetsu czy Zetman to miła odskocznia. Aż chciałoby się zacytować nieocenionego wujka Stana z kapitalnych Wodogrzmotów Małych – moralność to rzecz względna.

      Graficznie fajerwerków nie ma, tła są w porządku i czasem nawet zdarzają się ładne budynki i roślinki. Postacie mają zróżnicowane rysy twarzy, jednak ludzie wyglądają często dość kanciasto, jednak nie można odmówić kresce pewnego uroku. Sceny walk wypadają naprawdę dobrze, czytelnik nie musi się zastanawiać, co to u licha dzieje się w kadrach. Co jakiś czas pojawią się jakieś biuściaste panie, głownie na okładkach rozdziałów, jakby autorzy przypomnieli sobie, że jednak wypadałoby trochę ładnych kobiet do mangi wrzucić, w końcu to seinen. Jeszcze tylko nieśmiało powiem, że fajne rastrowanie. 


     A co tam wiele mówić, jest szalona akcja, strzelają się, napięcie, przyjemna to rozrywka. Aż szkoda, że taka całkiem niezła manga nie jest szerzej znana. 


Moja ocena:

fabuła: 6/10
bohaterowie: 7/10
grafika: 7/10
ogólnie: 7/10


Powiesz, mysza znów pisze o niszowych tytułach, a Dendrobates nawet ma polskie skany. 

15 komentarzy:

  1. Co by nie mówić, tytuł mnie zainteresował ;) :D Fajnie by było, gdyby ukazał się po polsku - w końcu tylko 6 tomów ;) :D
    http://mirella-view.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tylko Waneko w napadzie ,,wydam cos, co zna tylko kilka osob" mogloby to wydac :D

      Usuń
  2. Dziwne, chyba pierwszy raz słyszę o tej mandze!
    Manga raczej nie dla mnie, ale mój kolega uwielbia tego typu historie, więc mu to polecę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubie wyciagac mangi, o ktorych malo sie slyszalo :D Powiedz potem, czy koledzie sie podobalo.

      Usuń
  3. Co tu wiele pisać, przekonałaś mnie. :D
    Poza tym właśnie się zorientowałam, że miałam tę mangę gdzieś pośród zakładek (pełno mam takich planowanych mang, ale prawie za żadną z nich się jeszcze nie zabrałam). Gdyby nie Twoja recenzja, pewnie długo by jeszcze czekała na przeczytanie. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Jestes jedna z nielicznych osob, ktora rowniez czytuje takie malo znane rzeczy, spodziewalam sie, ze mozesz to kojarzyc. Koniecznie napisz jak wrazenia :D

      Usuń
    2. Noo, przyznam, że manga jest dość wciągająca. :D

      Usuń
  4. Ciekawie zapowiadający się tytuł, chętnie po niego sięgnę i przekonam się czy "żabka" jest taka fajna jak mówisz. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arcydzielo toto nie jest, nawet nie nazwalabym tej mangi bardzo dobra, wiec lepiej nie nastawiaj sie na cos super, bo moze sie okazac, ze jednak to ja mam.dziwny gust :D

      Usuń
  5. Ty mówisz, że ludzie są narysowani kanciasto, a ja takiego kanciastego typa dzisiaj spotkałam na starym mieście. Oni istnieją naprawdę :D
    Swoją drogą, wiele razy w życiu zastanawiałam się, czemu czytam bloga z recenzjami mang, skoro nie czytam mang, ale ostatnio dzięki pewnej osobie pojęłam, że to podstawowa funkcja internetu- umożliwiać ludziom poznawanie rzeczy, które ich zupełnie nie interesują. Dobrze czuję się w tej roli, chociaż mang jako takich czytać nie zamierzam, mając wrażenie, że jestem za stara, by mnie to chwyciło. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Meh, nie moje klimaty. A recenzja spoko jak zawsze. xP

    OdpowiedzUsuń
  7. Chcę Człowieka o tysiącu broni w Polsce :c

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety manga raczej do mnie nie przemawia, nie przepadam za takimi gatunkami. Mimo tego sam tekst został świetnie napisany :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe i względnie krótkie, w dodatku ma polskie skany ! Nic tylko czytać, szkoda tylko, że tak bardzo brak czasu >.<. Jak ogarnę moje mocno średnie oceny z matematyki w nagrodę będę czytać całą noc :3.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolejna fajna rzecz, na którą trafiłam dzięki Twojej recenzji :3 Nie żebym miała na koncie dużo mang, ale to o żabkach bodaj najczęściej myślę w kontekście "przeczytałabym jeszcze coś takiego". To właśnie taka siódemkowa pozycja, nic wybitnego, ale czyta się z przyjemnością. Chętnie bym postawiła na półce, gdyby jakimś cudem u nas wydali, idealne na oparcie oczu, kiedy się ma ochotę coś poczytać, a nie chce się zaczynać nic nowego ani specjalnie myśleć (czyli w moim wypadku prawie codziennie).

    OdpowiedzUsuń