niedziela, 13 grudnia 2015

Galopująca degrengolada. Inuyashiki – recenzja

     Wszyscy wiemy, kto może zostać głównym bohaterem mangi. Można być średnio atrakcyjnym lub powalać pięknością, być niskim lub wysokim, cichym lub hałaśliwym, to nie ma znaczenia. Najważniejsze jest to, żeby być młodym. Jeśli przekroczyłeś trzydziestkę (a nie jesteś jakimś nieśmiertelnym wampirem czy inną długowieczną istotą), to raczej masz małe szanse na wystąpienie w mandze. No, chyba, że historię o Tobie narysuje Hiroya Oku.






Tytuł: ,,Inuyashiki"
Autor: Hiroya Oku
Wydawca: Kodansha
Gatunek: akcja, science-fiction, tajemnica, okruchy życia, psychologiczny, dojrzały
Grupa docelowa: seinen
Ilość tomów: 4+






     Pan Inuyashiki swoje najlepsze lata życia ma już za sobą. W podeszłym wieku, wiadomo, przytrafiają się ludziom różne choroby. Na badaniu okazuje się, że nasz starszy pan jest chory na raka i zostały mu ledwie trzy miesiące życia. Nasz bohater obserwuje i rozmyśla. Niestety, wynik jest jasny – rodzina dawno przestała o niego dbać, dzieci są niewdzięczne, żona zrzędliwa. Pan Inuyashiki jest zmęczony i dogłębnie zasmucony, stwierdza, że najgłębsza więź łączy go chyba ze swoim psem. Postanawia wyjść z nim na spacer, a że różne przypadki chodzą po ludziach, natyka się na statek kosmiczny. UFO mało finezyjnie ląduje, zabijając naszego staruszka i jakiegoś młodego człowieka, który akurat stał obok, za jednym zamachem. Kosmici wpadają w panikę i trudno im się dziwić, tego nie było w planie, zaraz mogą nadejść Straszne Konsekwencje! Na szczęście kosmiczny Pomysłowy Dobromir wpada na pomysł – trzeba jakoś odbudować ciała biednych człowieków. Zostały tylko części od maszyn bojowych? Trudno, nada się i to!

     Inuyashiki ze zdumieniem odkrywa, że jego ciało zostało zastąpione mechanicznym. Zarówno on, jak i ów młody chłopak o imieniu Hiro, zdobywa różne przydatne umiejętności, które czynią nasze roboty niemal wszechmocnymi. Nasi bohaterowie mają jednak całkiem inny pomysł na wykorzystanie dóbr płynących z modyfikacji... 


     Pomysł, żeby obrońcą sprawiedliwości uczynić staruszka, jest kapitalny. Koniec z licealistami ratującymi świat, piękne zagranie na nosie mangowym schematom. Pan Inuyashiki nijak nie wygląda na bohatera – ot, typowy starszy pan jakich wielu, ma jednak ogromne poczucie sprawiedliwości i chęć niesienia dobra, choć cały świat jest do szczętu zepsuty. To głos starszego pokolenia, a zwłaszcza tej jego części, która wierzy w tradycyjne wartości. Młody Hiro staje się tutaj czarnym charakterem, niosącym pochodnię destrukcyjnej nowoczesności. Założenie fabularne mangi przypomina mi trochę konflikt między przedstawicielami oświecenia i romantyzmu. 


     Na razie nic jeszcze nie zapowiada katastrofy, historia wydaje się ciekawa. Diabeł tkwi w realizacji. Mam wrażenie, że autor stara się przelać w mangę całe swoje zgorzknienie i niechęć do współczesnego świata. Inuyashiki staje się niemal świętym, nawet przedstawiciel tego złego młodego pokolenia zostaje urzeczony promieniującą z niego dobrocią i staje się jego wiernym pomagierem. Druga strona została przedstawiona w równie przerysowany sposób – postacie są po prostu zbyt zepsute i egoistyczne, aż ciężko uwierzyć, że tak zdegenerowane jednostki występują w tak wielkiej liczbie. Największą wadą mangi jest niekonsekwentne prowadzenie postaci Hiro. Na razie nie ma w zasadzie wyjaśnienia dla popełnianych przez niego zbrodni, swój cel mógłby osiągnąć w całkiem inny, prostszy i spokojniejszy sposób. To bohater wewnętrznie sprzeczny i całkiem nierealistyczny. Cóż, nie każdy potrafi stworzyć czarny charakter na miarę Lighta Yagamiego czy Sunako Kirishiki.


     Wątki, składające się na walkę Inuyashkiego ze złem tego świata, prezentują zróżnicowany poziom. W zasadzie, jeśli się dobrze przyjrzeć, to pomijając obsadzenie staruszka w głównej roli, nie ma tutaj nic odkrywczego czy świeżego. Mafia, przekręty, te same, znane nam dobrze klimaty. Przedstawienie emocji jest jak cała ta manga – solidnie przesadzone. Łzy leją się hektolitrami, padają okrzyki, deklaracje, ale nie poruszają one czytelnika w najmniejszym stopniu. 

      Hiroya Oku ma na koncie pewną mangę, którą bez wątpienia większość kojarzy – tak, słynny Gantz wyszedł właśnie spod jego rąk. W Inuyashiki znajdą się liczne nawiązania do słynniejszego dzieła autora. Co ja mówię, nawiązania, to są wręcz ciosy siekiera między oczy. Jeden z bohaterów ma ściany wytapetowane plakatami z owej mangi, mało tego, postacie prowadzą o niej dyskusje. Pewna granica została przekroczona. Ech, gdyby Inyuyashiki było równie dobre, co poprzednia praca autora... Można wiele mówić o Gantzie, jednak nie można odmówić mu wciągającej fabuły. Do tego nie był tak nachalnie moralizatorski, a bohaterowie dali się znieść.


      Na szczęście jeśli chodzi o oprawę graficzną, Inuyashiki dorównuje swojemu poprzednikowi, a nawet go przewyższa. Postacie są rysowane w charakterystyczny, dość realistyczny sposób, ich projekty są zróżnicowane, tła szczegółowe i praktycznie zawsze obecne, mechaniczne elementy również zachwycają. Widać, że Hiroya Oku korzystał z pomocy różnych programów ułatwiających życie mangaki, co nie zmienia faktu, że efekt jest spektakularny i miły dla oka. Kreska to największa zaleta tej niezbyt dobrej w ogólnym rozrachunku pozycji.

     Czytać tę mangę to być jak Magda Gessler, która odwiedza jedną z restauracji po rewolucji, żeby sprawdzić jak się sprawy mają, a na miejscu zastaje bałagan i niezbyt smaczne jedzenie. Jak to możliwe, przecież poprzednie potrawy były całkiem dobre, teraz tylko wygląd dań się poprawił. Fabuła zupełnie nie smakuje, jedynie kreska pieści oczy. Wszystko jest zbyt mocno doprawione, za dużo soli, pieprzu, tłuszczu, jedna wielka przesada. Jeśli uważacie, że świat pochłonęła galopująca degrengolada, desperacko nie macie czego czytać lub jesteście fanami kreski autora, ta manga jest dla Was. W innym wypadku Inuyashiki raczej zabierze Wam tylko trochę czasu i niewiele da w zamian.


Moja ocena:
fabuła: 4/10
bohaterowie: 3/10
grafika: 8/10
ogólnie: 4/10

25 komentarzy:

  1. Ufoki se ot tak leciały, a co, niewolno? Konsekwencje, konsekwencje! Rząd USA by im pewno złoił skórę i zakazał latać do naszego rodzimego Wylatowa! Straszne rzeczy.
    Kreska jest naprawdę fajna, a skoro to druga manga autora Gantza to musi być jeszcze lepsza, bo autor musiał się rozwijać.
    Pamiętam, że mi mówiłaś o tej mandze, w wakacje chyba, przesyt Gantza w niej był :_; Kto by nie był oczarowany starszym panem, który stoi na pograniczu śmierci, a chce ratować świat od zepsucia? Co z tego, że ma laserową giwerę w łapie, albo dżetpaka na plecach i tak jest rozczulający.
    Szkoda, że autor tak popłynął. Mógłby być z tego kawał dobrej mangi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zestrzeliłby ich Wielkim Zderzaczem Hadronów XD Serio, słyszałam, że słuzy on do strzelania w ufo strumieniami pola magnetycznego. Tak właśnie jest, nie zmyślam.
      Autor za dużo sobie pomaga komputerem, takie jest moje zdanie, jego kreska zupełnie nie jest w moim guście.
      Nie jest rozczulający, tylko irytujący!

      Usuń
    2. xDD Ufoki się na pewno boją xD Pisali tak na Innemedium? C:
      No w Gantzu przecież pod koniec rozdziałów było opisane jak on używa tych programów graficznych itd.
      No żartowałem z tym staruszkiem. Większość starszych ludzi jest wkurzająca, a szczególnie te z bojówek PiSu.

      Usuń
    3. Gdzieście byli, jak tu krzyż był!

      Usuń
  2. Chyba przemogę się co do skanów. Już sam fakt, że Hiroya Oku to stworzył mnie zaintrygował. No i kosmity, kosmity są na liście moich ulubionych stworzeń zaraz po aksolotlach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boję się kosmitów, kosmici są najgorsi, kosmici i grzyby.

      Usuń
    2. Ale tamci byli mili! D: Zabili ich, ale przynajmniej poskładali, co nie? To było... uprzejme.

      Usuń
    3. Podobnie jak w 7 miliardach igieł, tam też dobry ziomek kosmita poskładał dziewczynę, którą przypadkiem zabił.

      Usuń
  3. Moje pierwsze odczucie po twoim tekście - To nie dla mnie... Za bardzo to SF. Chociaż pewnie gdyby była to wersja tomikowa to pewnie jakoś sięgnęłabym po to, ale nadal z duuużym dystansem. Taka tematyka po części nie jest moją bajką - czasem coś takiego wpadnie mi w ręce i może okazać się czymś znakomitym, co autentycznie mi się spodoba, ale sama z siebie, rzadko sięgam po tytuły z ufosami.
    No cóż, potencjał ta manga miała, ale wyszło z tego nic.
    I zgodzę się: kosmici i grzyby to takie horrorowe combo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam zupelnie inne preferencję, bo lubię sci-fi, kocham sci-fi, uwielbiam sci-fi. Niestety, w tym przypadku po prostu leży praktycznie wszystko oprócz kreski, która też jest odbierana różnie w zależności od gustu, choć dokładności i ogólnie świetnego warsztatu nie można odmówić w żaden sposób.
      Grzyby szpiegują kosmitom!

      Usuń
  4. A zapowiadało się nawet nieźle... I okładka jakoś tak przyciąga spojrzenie. Szkoda, że ostatecznie wyszło kiepsko. Zamiast tego może zerknę na Gantza, bo zaliczam sie do części, która nie zna tej mangi. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie Gantz ma dobrą pierwsza połowę, potem jest coraz gorzej, ale jednak i tak wychodzi na plus, bo wciąga, przeczytałam w trzy dni.

      Usuń
  5. Czytając początek i znając już twoją końcową ocenę zastanawiałam się, co się stało po drodze skoro zapowiadało się całkiem, całkiem. Szkoda, że ostatecznie nie wyszło, przedramatyzowana fabuła to najgorsza fabuła. Przy czym z tym przedramatyzowaniem to różnie u mnie bywa, bo czasami się nabieram jak małe dziecko, ale to zazwyczaj w fanficzkach z ulubionymi bohaterami. hah xP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dramat jak we wszystko – zwyczajnie trzeba umieć. Niestety, autor tutaj wcale nie umie. Wszyscy płaczą, ciągle płaczą. Ręka sama wędruje do czoła, ramiona opadają.

      Usuń
  6. Czytam sobie pierwszy akapit i myślę, "brzmi mega interesująco", przez przypadek zjeżdżam na sam dół do oceny i szok XD. Sądziłam, że to jakiś świetny, odkrywczy tytuł, a tu proszę, niespodzianka :P. Przeczytam (jak znajdę choć trochę czasu ;-;) bo staruszek w roli superbohatera nie zdaża się zbyt często, a fabułę może jakoś przełknę :').

    OdpowiedzUsuń
  7. Najpierw myśl była: o rety, co to za wariactwo znów się pojawiło na myszy blogu? Później przy czytaniu: Hm, manga wydaje się interesująca i inna, tak inna, że może być czymś dla mnie. Zaś na końcu: Co?! Taka niska ocena? Tyle wad?
    Mimo to jestem ciekawa i zacznę ją czytać w wolnym czasie :3 Mam nadzieję, że mój mózg nie będzie szwankował ><

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój blog chyba istnieje dla wariactw XD Warto przeczytać, żeby samodzielnie wyrobić sobie opinię, mysza to nie wyrocznia, choć wolałaby, żeby było inaczej.

      Usuń
    2. Mój blog chyba istnieje dla wariactw XD Warto przeczytać, żeby samodzielnie wyrobić sobie opinię, mysza to nie wyrocznia, choć wolałaby, żeby było inaczej.

      Usuń
  8. Nic dla mnie, a dodatkowo jeszcze nie ma za wysokiej oceny... A Gantz był fajny live action z fake napisami "Los Gantzos - matura bez granic" i to chyba jedyna wersja jaką jestem w stanie oglądać XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie jestem w stanie w ogóle oglądac live action XD

      Usuń
  9. Uhh szkoda, że fabularnie jest tak kiepsko, bo kreska wygląda świetnie. Pomysł na osadzenie staruszka w roli głównego bohatera jest świetny, ale od serii wypełnionych patetycznymi i moralizatorskimi gadkami staram się trzymać z daleka (uraz po Naruto).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj patos jest wszechobecny, wszyscy ciągle płaczą, masakra.

      Usuń
  10. Interesująca notka :) Gantza czytałam rok temu i nie pamiętałam imienia autora. Czytam sobie i dochodzę do wniosku - fabuła pachnie Gantzem. Przecież tam też najpierw bohaterowie umarli a potem zostali... No cóż, udoskonaleni? :P nie przeczytałam do końca, może warto będzie dokończyć, ale w Gantzu też były momenty kiedy ludzie umierają a wygląda to komicznie i jest nazbyt przesadzone. Nie wiem jak w tej mandze, bo nie miałam okazji przeczytać, ale tam ilość cycków wszędzie mnie aż odstraszała... I odstraszyła aż na cały rok :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Interesująca notka :) Gantza czytałam rok temu i nie pamiętałam imienia autora. Czytam sobie i dochodzę do wniosku - fabuła pachnie Gantzem. Przecież tam też najpierw bohaterowie umarli a potem zostali... No cóż, udoskonaleni? :P nie przeczytałam do końca, może warto będzie dokończyć, ale w Gantzu też były momenty kiedy ludzie umierają a wygląda to komicznie i jest nazbyt przesadzone. Nie wiem jak w tej mandze, bo nie miałam okazji przeczytać, ale tam ilość cycków wszędzie mnie aż odstraszała... I odstraszyła aż na cały rok :P

    OdpowiedzUsuń